Poniższy artykuł pochodzi z 3-go numeru Nexusa. 

Jego wydawca (Agencja Nolpress) ma stronę internetową zamieszczoną pod adresemhttp://www.nexus.media.pl/

Ich e-mail to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. 

Telefon do Agencji Nolpress to 85 653 55 11

 

AUTOPSJA OBCEJ ISTOTY - ROSWELL CZY SOCORRO?

Niektórzy badacze zjawiska UFO twierdzą, że głośny film Santilliego z Roswell jest autentyczny. Twierdzą przy tym, że przedstawione w nim podczas autopsji ciało obcej istoty pochodzi nie z katastrofy UFO w Roswell, ale wcześniejszej - w Socorro.

UDOSTĘPNIENIE OPINII PUBLICZNEJ "FILMU Z ROSWELL"

Mniej więcej półtora roku temu, 5 maja 1995 roku, londyński producent filmowy, Ray Santilli, zaprezentował po raz pierwszy w Muzeum Londyńskim przedstawicielom mediów oraz badaczom zjawiska UFO film przedstawiający rzekomo autopsję obcej istoty.

 

Na krótko przed tą prezentacją doszło do ożywionej dyskusji. Rozgniewani ufolodzy wezwali Santilliego do milczenia lub podjęcia z nim współpracy, natomiast pozostali od samego początku utrzymywali, że film jest zwykłym fałszerstwem, ponieważ nie posuje do ich poglądów na temat tego, co się stało w Nowym Meksyku latem 1947 roku.

 

Handlowe podejście Santilliego do tej sprawy, komercyjny sposób eksploatacji filmu, jego ignorancja, jeśli chodzi o zagadnienia dotyczące UFO, oraz pogwałcenie wszelkich niepisanych zasad środowiska ufologicznego nie przysporzyły mu wielu przyjaciół wśród ufologów i wkrótce znaczna ich ilość krzyknęła zgodnym chórem: "To fałszerstwo!" - mimo braku dowodów na poparcie tego werdyktu.

 

Jeden z badaczy po szczegółowym przytoczeniu plotek i informacji z drugiej i trzeciej ręki, a także niezborność w tym, co Santilli utrzymuje, że jest prawdą (lub przypisuje się mu, że tak utrzymuje), pozwolił sobie nawet na stwierdzenie: "Nie ma żadnego filmu [chodzi o zapis na szesnastomilimetrowej taśmie filmowej] ani operatora kamery". Całe to "śledztwo" miało na celu udowodnienie, że od początku miał rację, twierdząc, że to jedno wielkie oszustwo, ponieważ istota na stole sekcyjnym wyglądała "zbyt ludzko, aby mogła być istotą pozaziemską", ignorując przy tym powszechnie znany fakt, że większość naocznych świadków tak właśnie opisuje wygląd pochodzących z katastrof ciał istot pozaziemskich.

 

Niestety, tylko nieliczni zadali sobie trud ustalenia prawdy, jaką by ona nie była. Wśród tych nielicznych, którzy wysłuchali najpierw Santilliego, sprawdziwszy przed poproszeniem go o dalsze informacje i osądzeniem wszystko, co się da, był Philip Mantle (Wielka Brytania), Bob Shell (USA) i Michael Hesseman (Niemcy). Nasza trójka tworzyła International Research Team (IRT), do którego dołączyli następnie: Maurizio Baiata i Roberto Pinotti (Włochy), Johannes Buttlar (Niemcy), Odd-Gunnar Roed (Norwegia), Hans Peter Wachter (Szwajcaria), pułkownik Colman VonKeviczky, dr Bruce Maccabee, Joe Stefula, podpułkownik Wendelle C. Stevens, Ted Loman, Robert Morning Sky, Llewellyn Wykel, Dennis Murphy (USA) i inni.

 

Podkreślenia wymaga również fakt, że Ray Santilli był zawsze bardzo przyjazny, pomocny i chętny do współpracy, mimo iż bywał ograniczony w swoim działaniu różnymi umowami z partnerami w interesach oraz umową z kamerzystą. Zastanawiam się, czy jakakolwiek z czołowych, międzynarodowych korporacji prasowo-radiowo-telewizyjnych byłaby zdolna do takiej otwartości na różnego rodzaju badania, jak to miało miejsce w przypadku Santilliego. Poniższy materiał stanowi podsumowanie i wyniki pierwszego rodzaju dochodzeń przeprowadzonych przez ITR.

 

 

 

  

 

OPERATOR KAMERY

 

Tak, istnieje operator kamery. Udało się nam dotrzeć do ludzi, którzy, nie licząc Santilliego, rozmawiali z nim przez telefon. Są to: Gary Shoefield z Polygram, Philip Mantle, John Prudie z Channel Four w Wielkiej Brytanii i sekretarz Davida Roehringa z Fox Network w USA. Tym kamerzystą jest starszy wiekiem Amerykanin mieszkający na Florydzie. Był w szpitalu, kiedy Gary Shoefield chciał się z nim skontaktować, z kolei w czasie rozmowy telefonicznej z Philipem Mantle mocno kaszlał. Jak wyznał, przeszedł w dzieciństwie chorobę Heinego Medina. Ofiary tamtej choroby kończyły w tamtych czasach zwykle jako kaleki. Niemożliwe, aby choroba uszkodziła mu ręce, bowiem w takim przypadku nie mógłby być operatorem kamery, ale mógł mieć uszkodzoną nogę. Sposób poruszania się kamerzysty tego filmu właśnie na to wskazuje - jego ruchy nie są płynne. Bob Shell przeprowadził wywiad wśród starszych kamerzystów armii amerykańskiej, starając się dowiedzieć od nich, czy przypominają sobie kogoś ze swojej grupy z lat czterdziestych, który miałby niepełnosprawną nogę. Okazało się, że znali taką osobę. Nazywa się on Jack "X" i ma dokładnie tyle lat, ile powinien mieć kamerzysta Santilliego, czyli sześćdziesiąt osiem.

 

Człowiekiem tym nie jest Jack Barnett - Santilli posłużył się początkowo tym nazwiskiem, aby chronić własną osobę. Jack Barnett pracował dla agencji Universal News i był tym, który filmował Elvisa Presleya w czasie jego koncertu w szkole średniej w roku 1955. Zmarł w roku 1969. Jack X nie pracował dla Universalu, niemniej również filmował Presleya, lecz w czasie innego koncertu, który odbywał się na wolnym powietrzu - podczas strajku kamerzystów Uniwersalu. Zgodził się udzielić wywiadu głównym stacjom telewizyjnym Stanów Zjednoczonych.

 

W kwietniu 1996 roku w rezultacie dochodzenia prowadzonego na zlecenie dra Johna Gibbonsa, naukowego doradcy prezydenta Clintona, z Bobem Shellem skontaktowali się przedstawiciele Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych. Reprezentujący siły powietrzne oficer w stopniu kapitana powiedział Shellowi, że udało im się odnaleźć taśmy pochodzące z tego samego zbioru, co film Santilliego i że przynajmniej jego część jest oryginalna. Dodał, że ciała istot ukazanych na filmie nie przedstawiają ani atrap, ani ludzi. Znali też nazwisko kamerzysty, Jacka X, i poprosili Shella, aby podał im jego obecny adres, ponieważ w budynku wojskowym w St. Louis wybuchł swego czasu pożar i wiele akt uległo zniszczeniu. Poszukiwanie jego byłyby długotrwałe i kosztowne.

 

Kiedy poprosiliśmy kamerzystę o szczegóły dotyczące miejsca katastrofy, przekonaliśmy się, że bardzo dobrze orientuje się w terenie, w którym miała ona miejsce. Za pośrednictwem Raya Santilliego, który nic nie wiedział na temat tego terenu i z uporem nazywał go Sorocco zamiast Socorro, opisał ruiny mostu, które udało się nam znaleźć dopiero w czasie trzeciej wyprawy na miejsce zdarzenia. Kamerzysta wiedział dobrze, o czym mówi.

 

Chociaż niektórzy krytykują sposób, w jaki sfilmowano tę sekcję zwłok, inni wojskowi kamerzyści oświadczyli, że sfilmowałby ją w podobny sposób.

 

"Kamerzysta porusza się, ponieważ musi usuwać się z drogi chirurgowi i stara się jednocześnie uzyskać jak najlepszą perspektywę. Zadaniem kamerzysty wojskowego jest dokładna rejestracja tego, co się dzieje, a nie wykonywanie artystycznych ujęć. To, co tu widzimy stanowi dokładny filmowy protokół" - stwierdził dr Roderick Ryan, operator filmowy marynarki wojennej USA w latach czterdziestych i pięćdziesiątych, który filmował wiele tajnych przedsięwzięć rządowych, włącznie z próbami z bronią atomową na Atolu Bikini.

 

"W takich okolicznościach nikt nie mógłby wykonać lepszych ujęć... operator był nie tylko dobrze wykształconym i doświadczonym filmowcem, ale posiadł ponadto pełną wiedzę z zakresu produkcji filmu dokumentalnego. Świadczy o tym filmowanie przebiegu sekcji zwłok z różnych pozycji" - twierdzi pułkownik Colman VonKeviczky, który studiował w Akademii Filmowej UFA w Babelsbergu pod Berlinem, a ponadto był szefem oddziału audio-wizualnego Węgierskiego Królestwa Sztabu Generalnego, operatorem i szefem służb filmowych 3 Armii Stanów Zjednoczonych w Heidelbergu oraz członkiem audio-wizualnego wydziału ONZ w Nowym Jorku.

 

FILM

 

Uważne badanie stopklatek wykonanych z oryginalnego filmu za pomocą wysokiej klasy sprzętu standardu Betacam dowodzi, że oryginalny film został rzeczywiście nakręcony na szesnastomilimetrowej taśmie. Sposób trzymania kamery w czasie filmowania scen sekcji zwłok wskazuje, że używano małej, lekkiej kamery o stałych obiektywach (stąd nieostre zbliżenia), jak na przykład szesnastomilimetrowa filmowa kamera firmy Bell&Howell, której używali amerykańscy operatorzy wojskowi w latach czterdziestych, w tym również - zgodnie z tym, co sam twierdzi - wspomniany operator filmowy.

 

Rozbiegówki szesnastomilimetrowego filmu zostały przesłane do oddziałów firmy Kodak w Hollywood, Londynie i Kopenhadze, gdzie potwierdzono, że posiadają one symbole stosowane przez Kodaka (kwadrat i trójkąt) w roku 1947 lub 1967.

 

Dwa wycinki, każdy składający się z trzech klatek (na jednym z nich znajduje się obraz pomieszczenia, w którym przeprowadzono sekcję) przekazano Bobowi Shellowi, który jest redaktorem magazynu Shutterbug oraz fototechnicznym ekspertem sądowym i konsultantem FBI. Po starannej analizie fizykochemicznej Shell potwierdził, że te fragmenty filmu muszą pochodzić z szesnastomilimetrowej taśmy wyprodukowanej przed rokiem 1956, kiedy to Kodak zmienił podkład swoich filmów z acetylocelulozowopropianowego (acetate-propionate) na trójacetylocelulozowy (triacetate). Otrzymane próbki miały podkład acetylocelulozowopropianowy. Był to film typu Super XX-Panchromatic Safety Film, który charakteryzuje się dużą czułością i jest przeznaczony do wykonywania zdjęć w pomieszczeniach zamkniętych. Jego okres ważności nie przekracza 2 lat - po tym czasie promieniowanie kosmiczne powoduje jego "zadymienie". Shell jest pewny, że film został naświetlony i wywołany przed upływem daty ważności, co oznacza, że musi pochodzić sprzed roku 1958.

 

WYPOSAŻENIE POMIESZCZENIA, W KTÓRYM PRZEPROWADZANO SEKCJĘ ZWŁOK

 

Wszystko, co widać na filmie, jest zgodne z czasem, do którego się on odnosi. Telefon to model firmy AT&T z roku 1946, znajdujący się w nim spiralny przewód był stosowany w telefonach od roku 1938 i stanowił standardowe wyposażenie aparatów używanych w siłach zbrojnych Stanów Zjednoczonych. Zegar ścienny to model znajdujący się na rynku od roku 1938, natomiast mikrofon pochodzi z roku 1946 i jest dziełem firmy Sheer Bros. Stół wraz z instrumentami był według profesora Cyrila Wechta, byłego rektora Amerykańskiej Akademii Nauk Sądowych, standardowym wyposażeniem anatomopatologów. Młotek do kości nie był niczym niezwykłym, podobnie jak palnik Bunsena, który służył w trakcie sekcji do wypalania tłuszczu w tkankach.

 

 

 

 

 

 

CIAŁO

 

Ciało znajdujące się na stole sekcyjnym stało się przedmiotem wielu zażartych dyskusji dotyczących tego, czy jest to manekin, ciało dziewczyny z defektami genetycznymi, czy też ciało obcej istoty. Prawie wszyscy eksperci od efektów specjalnych twierdzili, że stworzenie absolutnie realistycznej filmowej sceny autopsji zwłok jest jak najbardziej możliwe. Swego czasu wiele emocji wzbudzały filmy pokazujące śmierć na żywo (snuff films). Zastanawiano się nad pochodzeniem użytych w nim ciał. Uważano, że pochodzą one z Ameryki Południowej, jednak napływające stamtąd raporty mówiły, że były to bardzo realistycznie wykonane manekiny. Wprawdzie nikomu nie udało się znaleźć dowodów na to, że przy filmowaniu tej sekcji zwłok zastosowano efekty specjalne, to jednak nie ma wątpliwości, że przy obecnym poziomie techniki filmowej można zimitować wszystko.

 

Z drugiej strony, anatomopatolodzy i lekarze z całego świata obejrzawszy ten film byli przekonani, że to ciało nie było kukłą, ale prawdziwymi zwłokami człowieka lub humanoida.

 

Jest sprawą niezaprzeczalną, że w sfilmowanych zwłokach można zauważyć pewne charakterystyczne dla przypadków zaburzeń genetycznych, takich jak na przykład zespół Turnera lub progeria w połączeniu z polidaktylią, która nie jest typowym elementem zespołu Turnera, niemniej istnieje możliwość wystąpienia obu tych zaburzeń jednocześnie, a także inne anomalie. To wszystko skłoniło niemieckiego dermatologa, dra T. Jansena z Polikliniki Uniwersyteckiej w Monachium, do opublikowania w jednym z magazynów medycznych artykułu, którego celem było udowodnienie, że to ciało było ciałem pewnej dziewczyny, która zmarła na rzadką formę progerii. Z drugiej strony zapomniał wyjaśnić, skąd się wzięły dwie dziewczyny o identycznych symptomach, w tym z polidaktylią o identycznej nadmiernej ilości palców, zwłaszcza że progeria jest bardzo rzadką chorobą (na całym świecie znanych jest aktualnie zaledwie 20 przypadków). Niestety, jedyny znany przypadek bliźniąt z zespołem Turnera, choć udokumentowany za pomocą filmu, nigdy nie został omówiony w literaturze medycznej.

 

Wnioski dra Jansena nie wyjaśniają również szczególnych środków ostrożności, które podjęto w trakcie wykonania sekcji. Dlaczego cały zespół ubrany był w zabezpieczające przed zakażeniem kombinezony, skoro ciało poddawane sekcji było zwłokami osoby cierpiącej na zaburzenia genetyczne, i skąd u niej czarne soczewki oczne? Chociaż dr Jansen zdiagnozował, że przyczyną śmierci był udar (pospolity u ludzi z progerią), nie tłumaczy to jednak uszkodzeń prawej nogi, złamania i opuchlizny lewej nogi, odcięcia prawej dłoni oraz siniaka na lewej skroni sugerującego możliwość rany po pocisku. Czyżby ta istota sama połamała sobie nogi, odcięła prawą dłoń i strzeliła sobie w głowę, zanim zmarła z powodu udaru?

 

Jeszcze mniej przekonywające jest mętne wyjaśnienie dra Jansena dotyczące braku pępka: "To tak jak osłonięcie czegoś parasolem - znikają wszelkie niezgodności".

 

Z drugiej strony wielu anatomopatologów uważało, że ta istota nie była człowiekiem, ponieważ jej narządy wewnętrzne nie przypominały niczego, co zdarzyło im się kiedykolwiek widzieć u ludzi. Oto kilka ich wypowiedzi:

 

Profesor dr Christofer Milroy, anatomopatolog Home Office (Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Wielkiej Brytanii) z Uniwersytetu w Sheffield:

 

- Mimo iż pokazano zbliżenie mózgu, obraz był nieostry, niemniej mogę stwierdzić, że jego wygląd nie pasował do wyglądu mózgu człowieka.

 

Profesor dr M.J. Mihatsch z Uniwersytetu w Bazylei w Szwajcarii:

 

- Narządy, które wyjęto z ciała, nie dadzą się porównać z żadnymi ludzkimi organami.

 

Profesor Cyril Wecht, były rektor Amerykańskiej Akademii Nauk Sądowych:

 

- Nie potrafię umieścić tych struktur w kontekście tułowia.. Mam trudności ze znalezieniem podobieństw z ludzkim ciałem, takim jakie je znam. Tkanka, która musiałaby być mózgiem, gdyby chodziło tu o człowieka, nie wygląda tak jak tkanka mózgowa... nie wydaje mi się, aby mogła pochodzić od ludzkiej istoty.

 

Dr Carsten Nygren z Oslo w Norwegii:

 

- To nie jest mózg ludzki. Jest... zbyt ciemny.

 

Profesor Pierluigi Baima Bollone z Uniwesytetu Turyńskiego we Włoszech:

 

- Kiedy przyglądamy sie wewnętrznym organom, nie widzimy ani jednego w jakikolwiek sposób przypominającego któryś z ludzkich narządów. Organ główny, który mógłby być wątrobą, nie ma ani kształtu, ani nie znajduje się w miejscu odpowiadającym ludzkiej wątrobie. Twarz domniemanej pozaziemskiej istoty wykazuje nadzwyczajne cechy anatomiczne: bardzo duże oczodoły, bardzo płaskie wybrzuszenie nosowe, brak typowego dla ludzi umięśnienia twarzy, które odpowiada za szeroką gamę jej wyrazów... Ogólne wrażenie jest takie, że mamy do czynienia z osobnikiem należącym do naszego gatunku, lecz różniącym się od nas tak bardzo, że rozważania o podobieństwach stają sie absurdalne.

 

Nie było ani jednego lekarza lub anatomopatologa który po obejrzeniu tego filmu oświadczyłby, że to oszustwo lub że istota na stole sekcyjnym to manekin. Wszyscy byli zgodni, że to ciało żywej, biologicznej istoty - ludzkiej lub nie.

 

 

 

 

 

 

ANATOMOPATOLODZY

 

Według operatora, który nakręcił ten film, sekcja przeprowadzana była przez dra Bronka i dra Williamsa.

 

Dr Detlev Bronk (1897-1975) nie stanowi niespodzianki, ponieważ jego nazwisko występuje w kontrowersyjnych materiałach dotyczących grupy Majestic-12. Był czołowym amerykańskim biofozykiem, przewodniczącym National ResearchCouncil (Narodowa Rada ds. Badań) oraz członkiem Advisory Commitee of the Army (Komitet Doradczy Armii) i Atomic Energy Comission (Komisja ds. Energii Atomowej). Był osobą, której nadzór nad sekcją o takim znaczeniu mógł być powierzony. Po jego śmierci, wszystkie jego prace i dokumenty zostały przekazane do Rockefelle Institute for Medical Research (Instytut Badań Medycznych im. Rockefellera), którym kierował od roku 1953. Dr Bronk był bardzo skrupulatną osobą. Prowadził i zachowywał szczegółowe zapiski oraz całą korespondencję. Kiedy jednak Bob Shell chciał rzucić okiem na jego papiery i dzienniki z roku 1947, dowiedział się, że dziwnym zbiegiem okoliczności wszystkie jego dokumenty z tego roku zaginęły. Żaden z zaprzyjaźnionych z nim bibliotekarzy nie potrafił wyjaśnić mu, co się z nimi stało i dlaczego ich nie odnaleziono.

 

Drem Willamsem mógł być dr Robert Parvin Williams (1891-1967), który był specjalnym asystentem głównego chirurga armii stacjonującym w Fort Monroe w stanie Wirginia. W roku 1947 miał stopień podpułkownika, zaś w roku 1949 awansowano go do stopnia generała brygady. Już samo podanie nazwiska dra Williamsa, który był właściwym człowiekiem do tego zadania, wskazuje, że kamerzysta był człowiekiem wtajemniczonym.

 

Czy osoby występujące w filmie przedstawiającym sekcję ciała obcej istoty rzeczywiście były anatomopatologami, chirurgami, czy też aktorami? To pytanie zadaliśmy lekarzom, którzy oglądali ten film. Oto, co stwierdzili:

 

Profesor dr Christopher Milroy z Uniwersytetu w Sheffield w Wielkiej Brytanii:

 

- Chociaż to badanie posiada cechy fachowego badania medycznego, to jednak pewne aspekty wskazują, że nie było ono przeprowadzane przez doświadczonego anatomopatologa, ale raczej przez chirurga.

 

Profesor dr M.J. Mihatsch z Uniwersytet w Bazylei w Szwajcarii:

 

- Nie wątpię w fachowość anatomopatologa lub chirurga, który przeprowadzał sekcję tego ciała.

 

Profesor Cyril Wetch, były rektor Amerykańskiej Akademii Nauk Sądowych:

 

- ...[oni] są albo anatomopatologami, albo chirurgami, i to takimi, którzy mieli już na swoim koncie wiele innych sekcji.

 

Profesor Pierluigi Baima Bollone z Uniwersytetu Turyńskiego we Włoszech:

 

-...To z pewnością chirurdzy, a nie anatomopatolodzy... doświadczeni fachowcy.

 

Profesor Jan Pierre z Uniwersytetu Paryskiego we Francji:

 

- Osoby, które przeprowadzały sekcję, były z całą pewnością zawodowymi medykami, jeśli nie doświadczonymi anatomopatologami.

 

Dr Carsten Nygren z Oslo w Norwegii:

 

- Osoby, które przeprowadzały sekcję, były z pewnością chirurgami, a nie anatomopatologami.

 

W rzeczywistości dr Bronk i dr Williams nie byli anatomopatologami. Bronk był biofizykiem, zaś Williams chirurgiem. Co ciekawe, żaden z lekarzy nie wysunął przypuszczenia, że to byli aktorzy i popełnili jakieś błędy.

 

Jedynym, co poddano krytyce, był rodzaj przeprowadzonej sekcji. Było oczywiste, że wykonano ją raczej w celu określenia przyczyny śmierci, a nie poznania budowy ciała obcej formy życia. Z drugiej jednak strony można to wyjaśnić okolicznościami, w jakich ją przeprowadzono.

 

Według operatora w rozbitym pojeździe znaleziono żywe obce istoty. Pierwsza z nich nie przeżyła operacji wydobycia z wraku, druga i trzecia zmarły po około tygodniu, zaś czwarta przeżyła aż do maja 1949 roku. Nie wiemy nic na temat sekcji pierwszej istoty. Być może to właśnie jej ciało poddano sekcji o charakterze naukowo-badawczym.

 

Operator filmował drugą i trzecią sekcję w dniach 1 i 3 lipca 1947 roku, kiedy to głównym problemem mogło być ustalenie przyczyny nagłej śmierci tych istot w celu umożliwienia utrzymania przy życiu czwartej z nich, aby nawiązać z nią kontakt i dowiedzieć się od niej, w jakim celu przybyły na Ziemię. Z całą pewnością ta sprawa stanowiła wyższy priorytet dla wojska, niż naukowe badanie obcych form życia. Tym niemniej zakładamy, że w czasie sekcji z ciała tej istoty pobrano narządy w celu ich dokładnego zbadania.

 

Co więcej, według tego co zeznał operator, ciało czwartej istoty poddano naukowej sekcji w medycznym audytorium w Waszyngtonie w obecności czołowych naukowców z USA, Wielkiej Brytanii i Francji.

 

FILM PRZEDSTAWIAJĄCY SZCZĄTKI POCHODZĄCE Z WRAKU POJAZDU OBCYCH ISTOT

 

Część filmu Santilliego przedstawiająca metalowe szczątki pochodzące z wraku pojazdu została poddana analizie przez Dennisa W. Murphy'ego, który posiada stopień naukowy w dziedzinie morskiego nurkowania oraz obróbki metali nadany mu przez Akademię Nauk. Przez pewien czas zajmował się badaniem różnego rodzaju konstrukcji metalowych. Oto, co powiedział:

 

- Nigdy nie widziałem niczego, co przypominałoby technologię zastosowaną do wykonania belek dwuteowych o tak skomplikowanych kształtach.

 

Murphy wyklucza zastosowanie frezowania ("Kiedy przyglądam się napisowi, dostrzegam precyzyjne zaokrąglenia symboli; nie sądzę, aby można je było wykonać przy pomocy obecnie dostępnych frezarek"), wyciskania, walcowania, odlewania, wytłaczania ("przeciw wytłaczaniu przemawia... pozorny brak ciężaru wszystkich części... bardzo ostre kąty proste przy podstawach, wysmukłość ramion dwuteownika oraz precyzja rysunku wypukłych symboli...", które można wytworzyć jedynie z metalu o dużej gęstości, który byłby znacznie cięższy od podanej wagi) i spienienia ("krystaliczna struktura przełomu duteowników, połysk materiału w tym miejscu oraz sztywność dwuteowników..." przemawiają zdaniem Murphy'ego przeciwko tej możliwości).

 

Charakter przełomów i połysk dwuteowników doprowadziły Murphy'ego do wniosku, że użyto tu metalu o niezwykle delikatnej, krystalicznej strukturze, wytworzonego przy zastosowaniu nieznanej technologii.

 

Do tego samego wniosku doszedł profesor dr Malanga z uniwersytetu w Pizie we Włoszech.

 

Starszy sierżant Bob Allen, koordynator do spraw bezpieczeństwa sił powietrznych w ściśle tajnym ośrodku badawczym położonym w pobliżu Tonopah w stanie Nevada, rozpoznał panele pokazane na filmie. Oto, co powiedział:

 

- Po wielu latach wojsko doszło do wniosku, że te istoty zabrały te panele ze sobą, ponieważ były one indywidualnie dostosowane do każdej z nich z osobna. Można je było wsuwać w gniazda znajdujące sie w różnych urządzeniach. Cały system - napędowy, nawigacyjny - dosłownie wszystko można było uruchamiać i kontrolować przy pomocy tych paneli. My również próbowaliśmy się nimi posłużyć, ale częstotliwość naszego mózgu była zbyt niska do sterowania nimi.

 

Według Allena były one razem z innymi urządzeniami pozaziemskiego pochodzenia udostępniane co dziesięć lat Laboratorium im. Lawrence'a Livermore'a do zbadania w oparciu o najnowsze osiągnięcia nauki.

 

Powyższe słowa potwierdza inżynier sił powietrznych zatrudniony w Laboratoriach Sandia w Albuquerque w Nowym Meksyku, który zidentyfikował je jako swego rodzaju "współpracujące z mózgiem komputery reagujące na impulsy wysyłane przez neurony".

 

- Nauczyliśmy się wprowadzać do nich informacje, ale wciąż nie potrafimy wydobyć z nich żadnych danych.

 

Bill Uhouse, inżynier konstruktor w dziedzinie mechaniki, który pracował w ściśle tajnym kompleksie w Strefie 51 położonej w Nevadzie, gdzie miał podobno do czynienia z pozaziemską technologią, zidentyfikował te panele jako indywidualne pulpity sterownicze. Prawdopodobnie służyły one do obsługi komputera pokładowego, a właściwie jednostki sterującej. Kiedy statek rozbił się, każda z tych istot wzięła ze sobą swój panel. Przypuszczalnie służyły one również do łączności z jednostką macierzystą, która mogła dzięki nim je zlokalizować i zabrać z miejsca katastrofy.

 

HIEROGLIFY

 

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem hieroglify znajdujące sie na dwuteowych belkach, moją uwagę z miejsca zwróciło ich podobieństwo do alfabetu greckiego i fenickiego. Oba te alfabety mają wspólne źródło i należą do tej samej rodziny, podobnie jak wiele innych alfabetów semickich - aramejski, sabaicki, samarytański, hebrajski, protokananejski, nabatejski i arabski - które pochodzą z kolei od alfabetu hieroglificznego, jednej z czterech głównych grup egipskich hieroglifów (pozostałe są zbudowane z dwu- lub trójwyrazowych znaków i ideogramów).

 

Warto zauważyć, że inskrypcje, które najwyraźniej należą do tej samej grupy alfabetów i poprzedzają fenicką oraz egipską kulturę, zostały odkryte na całym świecie - w Peru (Ylo), w Ekwadorze (Cuenca), Brazylii (Piedra Pintada), Francji (Glozel, Maz d'Azil), na Wyspach Kanaryjskich i w wielu innych miejscach. Z powodu ich podobieństwa do alfabetu fenickiego nazywam je protofenickimi.

 

W naszym przypadku byłem w stanie odcyfrować inskrypcje na obu belkach dwuteowych i przetłumaczyć ich znaczenie posługując się językami z tej samej grupy, co alfabety. Mówią one: "DIREQH ELE/ECE" oraz "OSNI". "DIREQH" jest pokrewne hebrajskiemu "Derekh", które oznacza "drogę, szlak, podróż". "ELE" może być liczbą mnogą od "El" oznaczającego "Bóg", podobnie jak hebrajskim "Elohim", zaś "ECE" jest pokrewne egipskiemu "ase" oznaczającemu "wprowadzać, przedstawiać" lub "zbliżać się". Tak więc w zależności od tego, czy przytaczamy drugi znak jako "lambda/lamed", czy "gamma/gimel" możemy zwrot ten przetłumaczyć (nie znając gramatyki) jako "podróż do bogów" lub "podróż do osiągnięcia/przedstawienia". Ja tłumaczę "OSNI" jako egipskie "asni" oznaczające "uczynić otwartym" lub w znaczeniu filozoficznym jako "otworzyć na kontakt" lub "otworzyć świadomość", lub jeszcze inaczej, w sensie praktycznym - "otworzyć tutaj".

 

Dlaczego istoty pozaziemskie miałyby mówić i pisać tak jak Fenicjanie, Żydzi lub Egipcjanie? Może dlatego, że jest to język bogów, którzy wprowadzili go na Ziemi. W rzeczy samej starożytni Egipcjanie wierzyli, że ich hieroglificzne pismo zostało podarowane im przez Totha lub Tehuti, boga mądrości, jednego z Neteru (Obserwatorów), który podróżował w statkach po  niebiańskim Nilu - Drodze Mlecznej.

 

Czy to przypadek, że oto spotykamy istoty o 12 palcach i że podstawą matematycznego systemu zarówno starożytnych Sumerów, jak i Egipcjan była liczba 12? Co więcej, na anasazyjskich petroglifach znajdujemy dwunastopalcowe ślady stóp pochodzące z kanionów w Utah w USA. Ponadto w podaniach Indian Laguna, Hopi i innych należących do grupy Pueblo znajdujemy wzmianki o dwunastopalcowych Niebiańskich Kachinach. Brazylijscy Ugha Mongulala (nazwa plemienia) wierzą, że ich "Starożytni Ojcowie", którzy przybyli z gwiazd, mieli sześć palców u rąk i nóg, co stanowiło oznakę ich boskiego pochodzenia.

 

 

 

 

 

ROSWELL CZY SOCORRO?

 

Twierdzenie Santilliego, że film dotyczy katastrofy w Roswell, wywołało wiele kontrowersyjnych wypowiedzi, jako że żaden ze świadków, którzy mieli z nią związek nie potwierdził zgodności wyglądu tych ciał oraz szczątków z tym, co tam wtedy widział. W rzeczywistości ciała odnalezione w Roswell były mniejsze i miały według świadków cztery lub pięć palców. Nikt z nich nigdy nie wspominał o sześciu palcach. Jeśli w tej sytuacji przyjmiemy, że film jest oszustwem, to dlaczego nikt z tych, którzy go preparowali, nie zadał sobie trudu, aby przeczytać choć jedną z książek opublikowanych na ten temat lub obejrzeć doskonały telewizyjny miniserial Roswell autorstwa Paula Daviesa pokazany w ramach programu Showtime?

 

Już pierwsza informacja, jaką uzyskałem od Santilliego na temat źródła pochodzenia filmu, wywołała u mnie wątpliwości, czy rzeczywiście odnosi się on do Roswell. Na pokazie 5 maja 1995 roku Santilli wciąż twierdził, że sekcje zostały sfilmowane 1 i 2 lipca 1947 roku, zaś ciała odnaleziono gdzieś "na początku czerwca", to znaczy miesiąc za wcześnie jak na katastrofę w Roswell. Kiedy 30 czerwca 1995 roku pojechałem do Roswell, aby skonfrontować zeznania naocznych świadków (między innymi Roberta Shirkeya, Glenna Dennisa i Franka Kaufmana) z otrzymanymi zdjęciami stopklatek z filmu, poprosiłem Santilliego o szczegóły dotyczące położenia miejsca katastrofy. Mógł mi jedynie powiedzieć, że stało się to "jakieś cztery i pół godziny", "w pobliżu poligonu White Sands" i "rezerwatu Apaczów", oraz  "na północnym brzegu małego wyschniętego jeziora na końcu niewielkiego kanionu". Zasugerowałem mu, aby zadzwonił do operatora i poprosił go o trochę więcej szczegółów, co też uczynił. Powiedział, że miejsce katastrofy znajdowało się "między Socorro [w rzeczywistości powiedział "Sorocco"] i Magdaleną".

 

Pod koniec lipca 1995 roku Santilli opublikował całość relacji kamerzysty, który potwierdził w niej, że dowiedział się o katastrofie 1 czerwca 1947 roku, co oznacza, że doszło do niej w późnych godzinach 31 maja 1947 roku. Tak więc data, lokalizacja i wszystko inne, co jest pokazane na filmie, nie pasują do wydarzeń w Roswell, a to z kolei oznacza, że była to inna katastrofa.

 

To, że przetransportowano go samolotem do Roswell, a następnie zawieziono na miejsce katastrofy samochodem, stało się podstawą jego przypuszczenia, że brał udział w akcji związanej ze "zdarzeniem w Roswell", o którym potem usłyszał, zaś Santilli wziął to mniemanie za dobrą monetę.

 

MIEJSCE KATASTROFY

 

Postępując zgodnie ze wskazówkami udzielonymi przez kamerzystę, kierując się jego słowami "ostatnia polna droga przed górami [Magdalena]", znalazłem małe, wyschnięte jezioro na końcu kanionu. Miejsce to znajdowało się w odległości około 15 mil (24 km) od poligonu White Sands i Parku Narodowego Boaque del Apache - dawnego rezerwatu.

 

Podczas trzeciej wizyty w tamtym miejscu Tedowi Lomanowi udało się odnaleźć ruiny mostu kolejowego, o którym wspominał kamerzysta. Po przesłaniu mu zdjęć, które tam zrobiliśmy, potwierdził, że chodziło właśnie o to miejsce.

 

We wrześniu 1995 roku Santilli udostępnił opinii publicznej poprawione przez artystę grafika rysunki kamerzysty przedstawiające widok miejsca katastrofy. Chociaż utrwalona na naszych zdjęciach sceneria wyglądała inaczej, to jednak wychodząc z kanionu odkryliśmy, że wygląda ona dokładnie tak, jak przedstawiają to jego rysunki. W miejscu, w którym umieścił rozbity o klif pojazd, znaleźliśmy teren o średnicy 20 metrów, na którym ktoś "zamiótł" skały, jak gdyby starając się usunąć stamtąd jakieś ślady.

 

Powyżej niecki wyschniętego jeziora zlokalizowaliśmy starą kopalnię. Zgodnie z danymi uzyskanymi w New Mexico Office of Mining & Technology w Socorro była to kopalnia magnezu o nazwie "Niggerhead Mine", którą zamknięto w roku 1938, a następnie ponownie otwarto w czasie wojny, kiedy wzrosło zapotrzebowanie na ten metal. Ostatecznie zamknięto w roku 1945. Według operatora Rząd Stanów Zjednoczonych otworzył ją jeszcze raz, ale nie w celach wydobywczych. Stało się to dokładnie tego samego dnia, kiedy rozpoczęto operację przejmowania wraku, czyli 1 czerwca 1947 roku. Jak wiadomo, w czasie realizacji Projektu Manhattan prowadzono prace wydobywcze, które stanowiły kamuflarz dla rzeczywistych działań. Być może i tutaj było podobnie. Ostateczne wznowienie wydobycia w kopalni stanowi doskonały pretekst do wprowadzenia na dany teren ciężkiego sprzętu - żurawi, samochodów ciężarowych - oraz personelu, a także jego ogrodzenia.

 

Raport w sprawie wypadku lotniczego napisany rzekomo przez generała Nathana Twininga z Dowództwa Sprzętu Lotniczego w bazie Wright Field i opublikowany przez nieżyjącego już Lena Stringfielda zawiera następujące zdanie: "Latający dysk znaleziony w pobliżu poligonu White Sands". Musiało się to wydarzyć przed datą sporządzenia raportu, czyli przed 16 lipca 1947 roku. Ponieważ raport zawiera pełny opis badania pojazdu, można przyjąć, że katastrofa miała miejsce co najmniej miesiąc wcześniej, jeśli nie więcej.

 

Stringfield podaje jeszcze jednego świadka, kapitana V.A. Postlethwaita z wywiadu wojskowego, który widział tajny teleks, w którym była mowa o rozbiciu się dysku "na poligonie White Sands proving Grounds".

 

ŚWIADKOWIE OBECNI NA MIEJSCU KATASTROFY

 

Udało się nam zlokalizować wielu świadków katastrofy, do której doszło 31 maja 1947 roku. Według miejscowych ranczerów, Betty i Smoky Poudów, miejscowy hodowca bydła, Fred Strozzi, który mieszkał zaledwie kilka mil od miejsca katastrofy, twierdził, że widział meteoryt "większy od piłki do koszykówki", który opadał ku ziemi właśnie w tym czasie i miejscu. Niestety, Strozzi nie żyje już od wielu lat, przeto nie mogliśmy zapytać go o szczegóły.

 

Ten sam "meteoryt" został także zauważony przez grupę dzieci pochodzącą z plemienia Acoma. Dzieci chodziły do szkoły Gallup w stanie Nowy Meksyk. Tego dnia, to znaczy 31 maja (datę tę zapamiętała dokładnie jedna z dziewczynek, ponieważ było to dokładnie w przeddzień jej urodzin), było bardzo gorąco i bawiły sie one dopiero wieczorem, kiedy upał trochę zelżał. "Nagle całe niebo rozświetliło się, jakby wróciła pełnia dnia" - powiedział jeden ze świadków. "W ciągu nie więcej niż czterech sekund wielka kula ognia przeleciała w ciszy nad naszymi głowami z lewej strony na prawą, czyli z północnego zachodu na południowy wschód" - to znaczy w kierunku Socorro."Światło było tak jasne, że dzieciaki zasłoniły sobie oczy rękoma".

 

Dwa dni później większość z nich miała pęcherze na dłoniach i ramionach, które nazywały "swędzeniami". Otrzymaliśmy list od córki jednego ze świadków, a także udało się nam przeprowadzić rozmowę z dwoma z nich, jedna z nich została przeprowadzona telefonicznie, a druga nagrana kamerą wideo. Meteoryt nie mógłby spowodować takich pęcherzy. Kiedy operator przybył na miejsce katastrofy 24 później, dysk nadal był gorący i obawiano się wybuchu pożaru. Możemy zatem przyjąć, że dysk był rzeczywiście "kulą ognia" przed rozbiciem się w późnych godzinach 31 maja 1947 roku.

 

Czy w lokalnej prasie ukazały się informacje na temat tego "meteorytu"? Ted Lorman próbował odszukać coś na ten temat i w tym celu odwiedził redakcję Socorro Chieftain. Powiedziano mu, że pod koniec lat sześćdziesiątych ogień zniszczył pewną część archiwum i że brakuje niektórych numerów - tych z okresu między 10 maja a 15 czerwca 1947 roku. Idąc za wskazówką asystenta redaktora Ted spróbował szczęścia w bibliotece miejscowej uczelni górniczej, gdzie udało mu się odnaleźć mikrofilmy wszystkich lokalnych gazet - z wyjątkiem numerów, które wyszły między 10 maja i 15 czerwca 1947 roku. Jego starania zmierzające do odnalezienia brakujących numerów w Zbiorze Rio Grande Uniwersytetu stanu Nowy Meksyk w Las Cruces okazały się również bezowocne.

 

Bob Shell próbował swoich sił w Magdalenie. Tam również brakowało numerów z tego samego okresu. Powiedziano mu: "Nie znajdziesz ich pan. Szukam ich od lat, ale nikt ich nie ma". Próbował również znaleźć coś w nowomeksykańskiej Bibliotece Zimmermana, ale również bez rezultatu.

 

Według kamerzysty dysk został w połowie czerwca 1947 roku przetransportowany na ciężarowej naczepie do Wright Field w stanie Ohio. Świadek Howard Marston, inżynier budowlany, który latem 1947 roku był zatrudniony w laboratorium badawczym w Wright Field, utrzymuje, że był w bazie, "kiedy przywieźli dysk..." W czasie wywiadu, który z nim przeprowadziłem, powiedział mi, że "znajdował się on na naczepie ciężarówki przykrytej plandekami. Rozładowali go w hangarze. Widziałem go z daleka, kiedy go odkryli. Był to metaliczny dysk o średnicy od 30 do 40 stóp [9-12 m]".

 

 

 


 

ŚWIADKOWIE POTWIERDZAJĄCY AUTENTYCZNOŚĆ FILMU

 

Udało sie nam znaleźć czterech świadków, którzy widzieli będący w posiadaniu wojska i służb specjalnych film z tego samego zestawu, co fill Santilliego. Fakt ten został niedawno potwierdzony przez kapitana Johna McAndrewsa z sił powietrznych.

 

Starszy sierżant Bob Allen był koordynatorem do spraw bezpieczeństwa sił powietrznych w ściśle tajnym ośrodku badawczym położonym w pobliżu Tonopah w stanie Nevada. W czasie szkolenia miał okazję obejrzeć ponad dwuipółgodzinny film. Kiedy zobaczył w telewizji film Santilliego natychmiast go rozpoznał jako część tamtego zestawu. "Widziałem trzy sekcje" - oświadczył. - "Podczas jednej z nich za szklaną przegrodą znajdującą się w pomieszczeniu, gdzie odbywała się sekcja, stał Truman. Miał wprawdzie na twarzy maskę chirurgiczną, ale mimo to można było poznać, że to on. Po kilku dniach zmarł pierwszy, a potem drugi [chodzi o istoty pozaziemskie - przyp. tłum.]. Powiedzieli: Niech to szlag trafi, mrą jak muchy, a my musimy dowiedzieć się, czy nie mają jakichś wrogich zamiarów i co tu robią. Musimy znaleźć sposób na utrzymanie tego czwartego przy życiu. Dlatego dokonano sekcji zwłok. Czwarta istota pozaziemska żyła jeszcze przez dwa lata..."

 

Sierżant Clifford Stone stacjonował w roku 1969 w Fort Ley w stanie Wirginia. Wchodził w skład Atomowo-Biologiczno-Chemicznego (NBC) Zespołu Szybkiego Reagowania. Powiedział: "Moje obowiązki polegały na wykonywaniu zadań NBC NCO w zakresie łączności. Któregoś razu poleciałem razem z naszym porucznikiem do Fort Belvoir w Wirginii. Będąc tam poszedłem razem z pilotem do świetlicy. Weszliśmy po shcodach na górę, a następnie do pomieszczenia przylegającego do przestronnej sali widowiskowej. Usiedliśmy i zaczęliśmy się rozglądać. Było tam okno z pleksiglasu, które wychodziło na tę salę... siedzieli tam na dole i oglądali coś, co wydawało się nam fragmentami filmu fantastyczno-naukowego. Przedstawiały one te pospolite, talerzokształtne pojazdy UFO, UFO przypominające cygara... a także ciała. Pilot i ja oglądaliśmy to z zaciekawieniem i staraliśmy się ustalić, z jakiego filmu pochodzą te urywki, ponieważ obaj interesowaliśmy się SF... było kilka typów ciał... Kiedy już obejrzeliśmy wszystko, przyszli jacyś ludzie i kazali nam iść ze sobą bez podawania jakichkolwiek powodów".

 

Obaj zostali aresztowani i poddani "intensywnemu praniu mózgów", które trwało cztery noce i pięć dni. "Kiedy zobaczyłem film Santilliego, stanęły mi przed oczami obrazy, które wtedy widziałem, cofnęły mnie do owego dnia w 1969 roku, do tamtego filmu, który wtedy oni oglądali. Były tam ciała, które wyglądały bardzo, bardzo podobnie do tych [z filmu Santilliego]. Były tam również żywe istoty. Wiem, że istnieje film, film z... jeśli to nie był Truman w tym filmie, to był to bardzo podobny do niego dubler".

 

26 czerwca brytyjski badacz zjawiska UFO, Colin Andrews, odwiedził Raya Santilliego w towarzystwie japońskiego badacza Johsena Takano, doradcy japońskiego rządu do spraw UFO, oraz dra Hoang-Yung Chianga Z Państwowego Ośrodka Badań Biotechnologicznych w tajnej na Tajwanie. Dr Hoang-Yung Chiang jest wykładowcą na Uniwersytecie Kultury oraz Uniwersytecie Medycznym w Tajpej. To właśnie dzięki jego staraniom ufologia została uznana przez rząd tajwański za dyscyplinę naukową.

 

Po prywatnym pokazie filmu obaj, Johsen Takano i Hoang-Yung Chiang, oświadczyli Andrewsowi, że widzieli już ten film: Takano, po tym jak jego rząd zwrócił się do rządu USA o informacje na temat UFO (film został wówczas dostarczony do Tokio przez agenta CIA), zaś Chiang goszcząc w kwaterze głównej CIA w Langley w stanie Wirginia.

 

WNIOSKI

 

W czasie gdy nikomu nie udało się przedstawić faktów świadczących, że film Santilliego ukazujący sekcję zwłok obcej istoty jest fałszerstwem, nam udało się zgromadzić kilka dość przekonywających dowodów wskazujących na to, że jest on prawdziwy. Jeśli jest on jednak mistyfikacją, to jest to z całą pewnością jedno z najzręczniejszych oszustw naszego stulecia.

 

Zamiast polemizować ze sobą bez końca poważni badacze zjawiska UFO powinni  zająć się ujawnianiem prawdy i szukaniem dowodów - dowodów, która mogą okazać się najbardziej prowokującą prawdą, prawdą dowodzącą, że nie jesteśmy sami we Wszechświecie.

Michael Hasemann

 

Liczba odsłon na "starej" stronie Cudu Miłości: 2305