Superman - powrót

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Superman - powrót

Postać Supermana symbolizuje mnie, czyli szóste męskie wcielenie Boga, a Lois Lane to symbol Anastazji (Polki) oraz Lindy Lee Cadwell, to żeńskie wcielenia Boga. Uważam, że po śmierci Kate Philipps Florence (czwarte wcielenie Marii Magdaleny) część jej wnętrza (duszy i umysłu) wcieliło się w Anastazję, a część w Lindę Lee Cadwell.

Ana i Linda doświadczają życia jednocześnie w dwóch ciałach - między mną a tymi kobietami jest Prawdziwa Miłość, a ona jest SILNIEJSZA NIŻ ŚMIERĆ.

Moim zdaniem, WSZYSTKO, CO ŻYJE, po złamaniu mocy śmierci we Wszechświecie przez mnie oraz Anę i Lindę Lee Cadwell  BĘDZIE MOGŁO OSIĄGNĄĆ ŻYCIE WIECZNE.

Dusze, zanim odłączają się od Nieskończonej Boskiej Miłości i inkarnują w świat materialny są Jednością. Potem część wciela się w mężczyznę,  a część w kobietę.

Stąd wynika, że ktoś jest dla kogoś Prawdziwą Miłością (gdyż jego/jej dusza była z jej/jego duszą Jednością), a dla kogoś innego w ogóle nie, ponieważ te dusze pierwotnie w ogóle nie były Jednością. Rozdzielona na dwoje dusza, czyli na duszę inkarnującą w mężczyznę i na duszę inkarnującą w kobietę są więc ze sobą związane w naturalny sposób (gdyż kiedyś były jednym). Kiedy te dwie dusze (a raczej osoby, w które one inkarnowały) spotykają się, jest między nimi Prawdziwa Miłość.

W teledysku Sandry "Everlasting love" te same dwie dusze spotykają się w różnych epokach, które są zależne od aktualnej inkarnacji. Mówi się, że "dwóch płomieni nic nie rozdzieli" i istotnie ten teledysk pokazuje, że śmierć danej pary w ogóle nie powoduje ich rozdzielenia, gdyż spotykają się one w kolejnych inkarnacjach. I to jest właśnie "Everlasting Love" ("Wiecznie trwająca Miłość").

Te kolejne spotkania pary mogły by teoretycznie trwać Wiecznie, ale sensem życia jest Życie Wieczne W JEDNYM CIELE kobiety i mężczyzny, aby uwolnili się oni całkowicie od cierpienia i w ogóle nie przeżywali wszystkich problemów (oczywiście nie tylko) w kolejnym życiu.

Wróciliśmy przede wszystkim po to, żeby wspólnie pokonać śmierć, by każdy mógł to zrobić i pomagać innym ludziom i istotom osiągnąć Nieśmiertelność, co jest Prawdziwym Sensem Życia.

 

 

O śmierci Jezusa na krzyżu w piątek 20 marca 33 roku

Był piątek, 20 marca 33 roku. Jezusowi podano ocet i oddał on ducha (J 19, 30). Pozostałym dwóm skazańcom połamano nogi, ponieważ jeszcze żyli. Centurion przeszył ciało Jezusa włócznią (J 19, 34). Fakt, że Jezus krwawił (mówi się, że z Jego boku wypłynęła krew i woda) miał być dowodem na śmierć. W rzeczywistości krew wypływająca z naczyń jest świadectwem życia, a nie śmierci.

Gdy Jezus wisiał na krzyżu Szymon Zelota, który był Ojcem oczekującym swojego króla mesjasza, podał Jezusowi ocet na gąbce podniesionej na trzcinie. Jezus woła: 'Ojcze, w twoje ręce powierzam ducha mego" (Łk 23, 46).

Brat Jezusa, Jakub (Józef z Arymatei) negocjował z Piłatem zdjęcie Jezusa z krzyża. Piłat był zdziwiony szybką śmiercią Chrystusa, a Józef, by jeszcze przyspieszyć bieg spraw "zacytował Piłatowi żydowską zasadę z Księgi Powtórzonego Prawa (21, 22-23) i potwierdzoną w Kumrańskim zwoju świątynnym": "A jeśli ktoś popełni grzech pociągający za sobą karę śmierci i poniesie śmierć, i ty powiesisz go na drzewie, to nie mogą jego zwłoki pozostać na drzewie przez noc, ale mają być pochowane tego samego dnia". Piłat zdecydował się więc wrócić do Jerozolimy i pozostawił dokończenie sprawy "Józefowi".

Wszystkich trzech ukrzyżowanych zdjęto po upływie zaledwie pół dnia. Jezusa pozornie bez życia, ale naprawdę w stanie głębokiej śpiączki, a Judasza i Szymona ze świeżo połamanymi nogami. W przypadkach wszystkich skazanych mówi się o "ciałach" (w przeciwieństwie do nieżywych trupów) i to rozróżnienie bywa dokładne w wielu językach.

Według Jana (20, 14-15) w sobotę rano gdy Maria Magdalena przyszła do grobu odwróciła się i zobaczyła stojącego Jezusa, przy czym wzięła go za ogrodnika. Ruszyła ku niemu, ale Jezus zapobiegł zetknięciu mówiąc: "Nie dotykaj mnie" (J 20, 17).

Początkowo Cyrenejczyk i Judasz zostali żywi złożeni w drugiej komorze grobowca. Pogrzebanie żywcem było zwyczajową formą egzekucji. Ciało Jezusa było w głównej komorze i w ciasnej pieczarze drugiego grobowca był już Szymon Zelota z lampą i wszystkim, co było potrzebne do operacji (co bardzo interesujące lampa była wśród przedmiotów znalezionych w grobowcu w latach pięćdziesiątych).

Następnie pojawił się Nikodem przynosząc "około sto funtów mieszaniny mirry i aloesu". Jak wyjaśniają farmakolodzy sok z aloesu jest środkiem wymiotnym i był potrzebny do usunięcia trującej "żółci" (jadu) z ciała Jezusa.

Jeśli chodzi o godzinę Ukrzyżowania, to trzeba było przesunąć czas o trzy godziny do przodu. Marek podaje, że Jezus zawisł na krzyżu o trzeciej, a Jan - o szóstej. Wynika to stąd, że Marek stosował hellenistyczną miarę czasu, a Jan hebrajską. Rezultatem zmiany czasu było to, że " o godzinie szóstej ciemność zaległa całą ziemię, do godziny dziewiątej", co opisuje Marek (15, 33). Te trzy godziny ciemności były iście symboliczne. Nastąpiły w ułamku sekundy (jak my dzisiaj zmieniamy czas przesuwając zegarki do przodu lub cofając czas zegara). Po godzinie szóstej nastąpiła bezpośrednio dziewiąta.

Jest to klucz do zrozumienia relacji o zmartwychwstaniu. Określony na nowo początek sabatu wypadał trzy godziny wcześniej przed dotychczasową dwunastą tj. o dotychczasowej godzinie dziewiątej, odczytanej teraz jako dwunasta. Jednak samarytańscy magowie (których głową był Szymon Zelota) pracowali zgodnie z czasem astronomicznym, więc nie łamiąc prawa mogli pracować trzy godziny, gdy pozostali rozpoczęli trzygodzinny odpoczynek w sabat. Trzy godziny wystarczyły Szymonowi - podał Jezusowi lekarstwa i opatrzył złamania Cyrenejczyka. Dla Judasza nie było litości i zepchnięto go ze skały, (jak obłudnie opisują to Dzieje 1, 16, 18).

Następnego dnia z brzaskiem nowego dnia pojawiła się Maria Magdalena. Co do anioła, który przesunął kamień kobietom czytamy u Mateusza (28, 3), a oblicze jego było jak Błyskawica, a jego szata biała jak śnieg". W języku politycznym Szymona Zelotę nazywano "Błyskawica", nosił faktycznie białe szaty i miał rangę anioła. Zdanie to można więc przetłumaczyć jako: "Miał postać Szymona Zeloty w jego kapłańskiej szacie". Kobiety były tak zaskoczone, gdyż uważały, że Szymon został ukrzyżowany i pochowany z połamanymi nogami.

Był obecny nie tylko Szymon, ale i Tadeusz: "I oto powstało wielkie trzęsienie ziemi, albowiem anioł Pański zstąpił z nieba". Tadeusza nazywano "trzęsienie ziemi"(wedle stylu obrazowania związanego z Górą Synaj np. w Księdze Sędziów 5, 4-5). Stąd dwa anioły, które spotkała Maria to faktycznie Szymon i Tadeusz.

Ogród, w którym nastąpiło Ukrzyżowanie podlegał Józefowi z Arymatei (czyli Jakubowi, bratu Jezusa). Przypominał on ogród Edenu i dlatego Jakuba identyfikowano z Adamem - człowiekiem z ogrodu. Więc gdy Maria Magdalena ujrzała Jezusa, myślała, że ma przed sobą Jakuba - człowieka z ogrodu. Jezus nie dał się jej dotknąć, gdyż była w ciąży, a w tym okresie, wedle zasad obowiązujących królewskie panny młode, nie jest im dozwolony kontakt z mężem.

Oczywiście, Maria i większość uczniów nie brała udziału w całej "akcji". Szymonowi Zelocie zależało na zachowaniu tajemnicy, gdyż mogło to tylko powiększyć jego ogromną już wtedy popularność. Pojawienie się Jezusa wywołało ogromne zdumienie. Wspólny wysiłek Szymona Zeloty, Szymona Cyrenejczyka i brata Jakuba (Józefa) ocalił misję mesjaszową. Apostołowie mogli kontynuować działalność. Gdyby Jezus rzeczywiście umarł, jego uczniowie rozpierzchliby się w popłochu, a jego sprawa zginęłaby razem z nim. Dzięki męce i cudowi zmartwychwstania, jego misja zyskała nowy wymiar. Te wydarzenia stanowiły początek chrześcijaństwa.

 

Jezus to w połowie Bóg, a w połowie człowiek (Ojciec to Bóg, a matka jest człowiekiem), a Maria Magdalena to w połowie Bogini (Matka to Bogini Matka, a ojciec to człowiek). Chrystus to Bóg Zbawca, a Maria Magdalena to Bogini Zbawczyni.

 

 

Zachęcam do przeczytania artykułu "Jak żyć, żeby osiągnąć Życie Wieczne?" (link)

 

DROGA DO WIECZNOŚCI TO DROGA DO NASZEGO ZBAWIENIA

Co z tego, że ktoś ma 10 miliardów dolarów, skoro jest uwięziony w cyklu? Wolałbym mieć zero pieniędzy i być Nieśmiertelnym, niż mieć nieskończoną ilość pieniędzy (co sekundę przez wieczność zyskiwać trylion dolarów) i być uwięzionym w cyklu. Przecież w tym drugim przypadku, po jakimś czasie (nawet jeśli to 100 000 lat) bym umarł i przeżywał wszystkie cierpienia w kolejnym życiu, w którym nie miałbym już tych pieniędzy, które miałem w poprzednim.

Pieniądze to dla mnie TYLKO pieniądze. Jedną z najważniejszych rzeczy jest Fizyczna Nieśmiertelność i osiągnięcie jej.  

Zastanów się na logikę - dlaczego śmierć żywej istoty miałaby być naturalną rzeczą w świecie stworzonym przez Boga, który jest Miłością? Ja się nad tym zastanowiłem i wyszło mi, że śmierć (powodująca płacz bliskich) jest niezgodną z Naturą Boga anomalią, a Fizyczna Nieśmiertelność jest NATURALNYM STANEM CZŁOWIEKA.

 

Poniżej ciekawy artykuł "Bóg kibicuje Sopotowi": 

BÓG KIBICUJE SOPOTOWI!

Od 2 tysięcy lat opiekują się mną dobrzy i wtajemniczeni Illuminaci, którzy obecnie należą do Klubu Kibica Żółto-Czarni (Klub Kibica Trefla Sopot - męska ekstraliga koszykarzy). W maju 2011 roku ujawnili mi się.

Wcześniej przez wiele lat w ogóle nie znałem Prawdy, że wiedzą, iż jestem Bogiem-Zbawcą i mam pokonać śmierć, żeby ich uratować (i nas z Aną oczywiście też) - "Uratuj nas! Mam nadzieję, że mu się uda!" krzyczał w maju 2011 roku jeden z kibiców o przydomku "Jordan" w trakcie wyjazdu do Zgorzelca w półfinale play-off przy stanie 3:3. Uratować, pokonując śmierć z Anastazją - złamać moc śmierci we Wszechświecie.

Wcześniej ci ludzie też się mną opiekowali, ale ja nie wiedziałem, że oni zdają sobie doskonale sprawę, że jestem szóstym wcieleniem Jezusa Chrystusa. W 2008 roku, co moim zdaniem, było ich dziełem, przeczytałem w Internecie na jednej ze stron Prokomu Trefla Sopot (dawny Trefl Sopot), że "Bóg kibicuje Prokomowi".

Wtedy na początku pomyślałem sobie, że chodzi o Boga Wszechmogącego, ale przyszła mi chyba też do głowy myśl, że chodzi o Boga, czyli o mnie, ale doszedłem do tego, że oni TYLKO podświadomie napisali, że Bóg, czyli ja, kibicuje Prokomowi, ale świadomie w ogóle nie zdają sobie z tego sprawy. Teraz już wiem, że dobrze wiedzieli, co piszą.

 

Teraz trochę o głośnym rozpadzie Prokomu Trefla Sopot na Trefl Sopot i Asseco Arkę Gdynia w sezonie 2009/2010. W tamtym czasie Adam Góral przeniósł BEZ ŻADNYCH KONSULTACJI Z KIBICAMI drużynę Asseco Prokom Sopot do Gdyni, która zaczęła się nazywać Asseco Prokom Gdynia. Tymczasem prezes Trefla, Kazimierz Wierzbicki, stworzył nowy klub - Trefl Sopot, który po wykupieniu dzikiej karty mógł występować w ekstraklasie koszykarzy.

Część kibiców zaczęła kibicować Asseco, a część pozostała w Sopocie. Ja zacząłem kibicować Asseco Prokomowi Gdynia (dawna Asseco Arka Gdynia), co było ogromnym błędem. Jednak gdybym sam miał podjąć decyzję, to PEWNIE zostałbym kibicem Trefla Sopot, ale mój ojciec, z którym często jeździmy na mecze uważał za oczywiste, że należy kibicować Asseco.

Gdy go pytałem: "Komu będziemy kibicować?" odpowiedział: "Jak to komu. Drużyna przenosi się do Gdyni." Po przeczytaniu artykułu "Gdzie jest moja drużyna?" powiedział, że jego autor "udaje idiotę? "Nie wie, gdzie jest Pacesas (trener Asseco Prokom Sopot), zawodnicy?"

I kibicowałem, mającej więcej pieniędzy drużynie Asseco, która awansowała do Elite 8 Euroligii, gdzie przegrała 1:3 z Olympiacosem Piraeus. W półfinale Prokom grał z Treflem i wygrał 3:0, ale w jednym meczu była dogrywka. Źle się czułem wracając z Gdyni z drugiego meczu.

 

W wakacje za namową kolegi z Klubu Kibica Trefla i mojej mamy zdecydowałem się, że będę kibicować Sopotowi. I już przez Wieczność jestem PO STRONIE Trefla Sopotu. Asseco Arka Gdynia jest trzykrotnym mistrzem Polski (2009/2010, 2010/2011, 2011/2012). A Trefl Sopot sześciokrotnym mistrzem naszego kraju (2003/2004, 2004/2005, 2005/2006, 2006/2007, 2007/2008, 2008/2009).  

zdjęcie przedstawiające Gintariasa Kadżulisa (Trefl Sopot) i Davida Logana (Asseco Prokom Gdynia)

 

Gdy był mecz o Superpuchar 2013, wygrany przez Trefla 76:71 z mistrzem Polski Stelmetem Zielona Góra, to w tym meczu Sarunas Vasiliauskas miał 6/8 za 3 (i 20 punktów), a poprzez to, opiekujący się mną Illuminaci, dali mi do zrozumienia (mają możliwość wpływania na przeznaczenie, że on uzyskał 6/8 za 3 - bardzo mnie to fascynuje i wiem, że kiedyś poznam Prawdę, jak oni to robią), że aby doprowadzić do zaniknięcia ego i potem pokonania śmierci muszę pokonać lęk, gdyż liczba "68" symbolizuje dla mnie lęk lub pokonanie lęku.

Gdy nie ma żadnego lęku, w ogóle nie ma we mnie też zła i całego fałszu i ego umiera z braku pożywienia, gdyż żeby żywić się energią ludzkiej świadomości podaje mi lęk, a bez niego w ogóle nie ma się czym żywić.

 

Liczba odsłon na "starej" stronie Cudu Miłości: 11 963


You have no rights to post comments