Poniższy artykuł pochodzi z 4-go numeru Nexusa.

Jego wydawca (Agencja Nolpress) ma stronę internetową zamieszczoną pod adresem http://www.nexus.media.pl/

Ich e-mail to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Telefon do Agencji Nolpress to 85 653 55 11

 

Badania metalowych szczątków pochodzących rzekomo z katastrofy pozaziemskiego pojazdu w kształcie klina, który rozbił się w latach czterdziestych w pobliżu Roswell w Nowym Meksyku wykazały, że ich stopień czystości oraz budowa wykraczają poza możliwości obecnej wiedzy naukowej.

ZDUMIEWAJĄCA WIADOMOŚĆ Z ANONIMOWEGO ŹRÓDŁA

Od roku 1993 jestem dziennikarką, która w ramach ogólnokrajowego programu radiowego Dreamland with Art Bell (W Krainie Czarów z Artem Bellem) prowadzi dział poświęcony tematyce naukowej, ochronie środowiska oraz nie wyjaśnionym zjawiskom. Wiosną 1996 roku gospodarz programu, Art Bell, otrzymał list opatrzony datą 10 kwietnia 1996 roku i stemplem pocztowym z Południowej Karoliny. Jego autor podpisał się jako "Przyjaciel". Zaczynał się on następująco:

 

Śledzę wasz program od roku lub coś około tego i zastanawiam się, czy podzielić się z wami i waszymi słuchaczami pewną informacją związaną z katastrofą UFO w Roswell...

 

Autor listu do dzisiaj nie podał nam żadnej daty tej katastrofy ani jej lokalizacji, mimo iż zarówno ja, jak i Bell wielokrotnie zwracaliśmy się do niego w czasie programu o te dane. Liczne zeznania na temat katastrofy UFO w różnych miejscach w pobliżu Roswell i w różnym czasie doprowadziły do ogromnego zamieszania w tej sprawie, w związku z czym nie wiedzieliśmy, czy autorowi chodzi o głośne już dzisiaj wydarzenie, które miało miejsce w pierwszym tygodniu lipca 1947 roku na ranczu Fosterów między Coroną i Roswell, czy też o inne.

 

 

 

 

 

  

 

Dziwnym szczegółem, który nam podał, było to, że jego dziadek prowadził pamiętnik, w którym opisał wrak pojazdu w kształcie :klina" - czegoś w rodzaju kawałka tortu a nie dysku. Jednak w listach, które otrzymywaliśmy z tego źródła, mowa była o "dysku" - być może dlatego, że dysk jest ogólnie używaną nazwą na określenie NOLi bez względu na ich rzeczywisty kształt. Dalsza część cytowanego wyżej listu przedstawia się następująco:

 

Mój dziadek był członkiem Zespołu Poszukiwawczego wysłanego na miejsce katastrofy tuż po otrzymaniu informacji na jej temat. Dziadek zmarł w roku 1974, ale zanim odszedł, usiadł razem z kilkoma z nas i opowiedział nam o tym wydarzeniu.

 

Obecnie służę w wojsku i jestem dopuszczony do tajnych spraw. Nie mam najmniejszej ochoty "występować publicznie" i narażać swoją karierę oraz oficerski patent.

 

Tym niemniej chciałbym w skrócie przekazać wam, co dziadek powiedział mi na temat Roswell. W załączeniu przesyłam wam również próbki w nadziei, że zaopiekujecie się nimi jak należy. Próbki te były w posiadaniu mojego dziadka aż do jego śmierci, po czym po przejęciu jego posiadłości przez nowych właścicieli przeszły w moje posiadanie. O ile mi wiadomo, pochodzą z wraku UFO i należały do dużej partii, którą wysłano z Nowego Meksyku do bazy sił powietrznych Wright-Patterson w Ohio...

 

ANALIZA METALOWYCH PRÓBEK Z "UFO"

 

W przesyłce znajdowało się mnóstwo metalowych kawałków o powierzchni jednej czwartej ciała kwadratowego (1,6 cm2), paski o długości 10 cali (25,4 cm) i szerokości 1,5 cala (3,8 cm) oraz pokryty rowkami krążek o średnicy 3 cali (7,62 cm). Był również szereg małych połączonych prostokątnych elementów z usytuowanymi w poprzek nich licznymi szczelinami.

 

Art Bell skontaktował się ze mną w sprawie zbadania tych szczątków, z kolei ja zwróciłam się z tym do pewnego profesora, który został naszym konsultantem. Profesor miał dostęp do elektronowego mikroskopu skaningowego oraz do przyrządów spektroskopowych, które pozwalają za pomocą badania widma precyzyjnie określić skład metalu oraz wykonać zdjęcia jego struktury z dokładnością do części mikrona. Po przeprowadzeniu badań okazało się, że szczątki te wykonane były niemal ze stuprocentowego aluminium.

 

Po podaniu w naszej audycji wyników tych badan otrzymaliśmy wkrótce od tego samego anonimowego słuchacza z Południowej Karoliny drugi list. Nosił on datę 22 kwietnia 1996 roku i zawierał dalsze szczegóły dotyczące składu ekipy poszukiwawczej. Jej członkowie zostali opisani następująco:

 

...osoby z biografią, w której widniały takie instytucje, jak Uniwersytet Kolorado, Biuro Badań Marymarki Wojennej, Wojskowe Siły lotnicze, Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych i Armia Stanów Zjednoczonych, Uniwersytet Kalifornijski z Los Angeles, Komisja Energii Atomowej, Narodowy Komitet Doradczy Aeronautyki oraz Biuro Naukowych Badań i Rozwoju. Dodatkowo w skład zespołu wchodzili konsultanci z Anglii, Francji i Rosji.

 

Nasz anonimowy korespondent podał następujące dalsze szczegóły relacji dziadka:

 

Dziadek podkreślał, że z jego własnych analiz próbek wynikało, że są one zbudowane z czystego aluminium, które jest dobrym przewodnikiem pól elektromagnetycznych, jakie były zapewne generowane w układzie napędowym. Niezbędne dane na ten temat zostały jednak "wyeliminowane" przez autodestrukcyjne mechanizmy dysku. Co więcej, ocalała z katastrofy istota odmówiła ujawnienia szczegółów technicznych, mimo licznych prób wydobycia z niej tych informacji. Nie znaleziono też żadnego innego sposobu na uzyskanie tych danych.

 

W rozmowach z obcą istotą zawsze uczestniczyli dwaj członkowie zespołu odpowiedzialnego za sprawy bezpieczeństwa. Ocalała istota posiadała zdolność zgadywania myśli i pytań, zanim zostały wypowiedziane. Czasami było to bardzo kłopotliwe.

 

Sam dysk został pocięty na kawałki, dzięki czemu ustalono, że jego system napędowy był sprzęgnięty z wieloma wewnętrznymi urządzeniami. Były tam urządzenia uformowane i dostosowane do kształtu dłoni obcych istot. Były one przeznaczone, jak sądzono, do sterownia i uaktywniania poszczególnych zespołów pojazdu.

 

To, co znamy dziś pod nazwą technologii światłowodowej, było elementem systemu sterowniczego pojazdu, nawiasem mówiąc, zniszczonym w wyniku działania mechanizmu autodestrukcyjnego. W zespole znajdowały się osoby związane z Westinghouse, które zdaniem dziadka po powrocie do macierzystego zakładu wykorzystały wiedzę nabytą podczas badania dysku w rozwoju konstrukcji i badaniach związanych z telekomunikacją.

 

Wojsko było oczywiście zaniepokojone możliwością swobodnego, niezauważonego wkraczania obcych istot w ziemską atmosferę, w związku z czym zasugerowano prezydentowi uruchomienie programu kosmicznego i umieszczenie do roku 1957 na orbicie wokółziemskiej systemu satelitów, i włączenie go do systemu DEW, który włączono następnie do NORAD. Dziadek uważał, ze system ten stworzono nie tylko w celu śledzenia ewentualnych ICBM wystrzelonych przez wrogie państwa, ale również jako system wykrywania NOLi...

 

Wzmianka o obcej istocie, która ocalała z katastrofy, oraz urządzeniach uformowanych i dostosowanych "do kształtu dłoni obcych istot" zmusiła mnie do zastanowienia, czy ta sprawa nie jest w jakiś sposób związana z filmem przedstawiającym "sekcję ciała obcej istoty" pokazanym przez stacje telewizyjne Wielkiej Brytanii i USA 28 września 1995 roku.

 

Cały czas prowadziłam rozmowy ze specjalistami z Alcoa, starając się ustalić, czy te kawałki aluminium mogą być częściami pochodzącymi z maszyn wyprodukowanych przez człowieka, czy też pochodzą z urządzeń wytworzonych poza Ziemią będących częścią rzekomego pojazdu pozaziemskiego. Eksperci z Alcoa nie byli pewni, co o nich sądzić, niemniej byli zgodni, że czystość aluminium, z którego były wykonane, była niezwykła jak na normalne, przemysłowe części ziemskich mechanizmów.

 

BADANIE WIELOWARSTWOWYCH SZCZĄTKÓW METALOWYCH

 

27 maja 1996 roku Art Bell otrzymał trzeci list a wraz z nich kolejną partię metalowych części. Oto jego treść:

 

Szanowny Panie Bell!

 

Z zainteresowaniem przysłuchiwałem się sprawozdaniom z będących w toku badań próbek, które panu przesłałem. Zauważyłem, że Badaczka [Linda Moulton Howe], omawiając wyniki ich testów podkreśliła, że jest to głównie Aluminium. Są drobne różnice między wynikami poszczególnych testów, lecz nie do odróżnienia od "normalnego" Aluminium.

 

Do dokładnie takich samych wniosków doszli badacze z Zespołu Dziadka. Nie przesłałem jednak panu metalowych próbek pobranych z zewnętrznej powłoki wraku z Roswell. Przesyłam je razem z tym listem i mogę powiedzieć tylko tyle, że te próbki pochodzą z zewnętrznej, dolnej powłoki Dysku. Stanowiły one coś w rodzaju pokrywy osłaniającej Dysk. Kruchej i złożonej z warstw  o uporządkowanej strukturze.

 

Panie Bell, to są już ostatnie próbki, jakie zostały mi po Dziadku. Przeleżały wiele lat w szafce z jego osobistymi rzeczami.

 

Z pewnych względów nie będę się już z panem kontaktował w tej sprawie. Być może uzna pan to za objaw paranoi, niemniej proszę pamiętać, że mam jeszcze rodzinę i karierę, o które muszę dbać. Mam nadzieję, że pan mnie rozumie. Mam również nadzieję, że ta ostatnia partia próbek okaże się pomocna. Oczywiście nadal będę słuchał państwa audycji.

 

 

 

 

 

Przyjaciel

 

Art Bell z miejsca skontaktował się ze mną i poinformował mnie, że w przesyłce jest kilka kawałków długości dwóch cali (5 cm) i grubości mniej więcej ćwierć cala (0,6 cm). Jedna strona każdego z tych kawałków jest ciemna, a druga srebrzyście błyszcząca. Skontaktowałem się z profesorem, który zgodził się je zbadać, i Bell przesłał mu dwa kawałki, a resztę zatrzymał w sejfie depozytowym.

 

Profesor najpierw sfotografował otrzymane próbki w takim stanie, w jakim je otrzymał. Aby przedstawić ich kolor i wielkość, z lewej strony położył kawałek ciemną stroną do góry, następnie dla celów porównawczych położył obok nich monetę ćwierćdolarową, która ma średnicę około jednego cala (2,54 cm).

 

8 czerwca 1996 roku profesor udostępnił wyniki ich wstępnych badań. W celu określenia ich struktury, przeciął je i zbadał powierzchnię przekroju przy pomocy elektronowego mikroskopu skaningowego oraz urządzeń do badania widma. W swoim raporcie napisał:

 

Obecne próbki znacznie różnią się od poprzednich, aluminiowych. Materiał składał się z dwóch kawałków, które określano jako "łupinki".

 

Pierwsza próbka miała w przybliżeniu 6 cm długości, 3 cm szerokości i około 3-4 mm grubości. Druga próbka miała około 5 cm długości, 2 cm szerokości i 3-4 mm grubości. Waga pierwszej próbki wynosiła 6,23 grama, zaś drugiej 6,9 grama. Kształt każdej z próbek był stosunkowo regularny, natomiast ich grubość zmienna. Powyższe wymiary zostały przytoczone jedynie w celu uzmysłowienia ich wielkości.

 

Każda z próbek miała jedną stronę "srebrzyście" błyszczącą o szorstkiej (granulowanej) powierzchni. Druga strona była czarno-szara. Po przyjrzeniu sie ich krawędziom można było zauważyć wiele warstw. Próbki były twarde, lecz łamliwe, tak że przy użyciu małego, ręcznego imadełka i ręcznego nacisku można było odłupać drobne kawałki... Badanie przy pomocy spektroskopii energodypresyjnej (EDS) ujawniło, że strona błyszcząca składa się w 95 procentach z magnezu (MG) i małej ilości (2-3%) cynku (Zn). Ciemna strona zawierała znaczne ilości bizmutu (Bi).

 

... materiał zdaje się składać z warstw substancji zawierającej głównie magnez i małą ilość cynku poprzedzielanych cienkimi warstwami zawierającymi dużą ilość bizmutu.

 

23 lipca 1996 roku profesor przesłał kolejny, dokładniejszy raport uzupełniony o wyniki badań przeprowadzonych przy pomocy spektrostropii falowo-dypresyjnej (WDS), których celem był określenie składu metalowych "łupinek". W podsumowaniu napisał:

 

WDS potwierdziło z większą dokładnością poprzednie wyniki uzyskane za pomocą EDS. Materiał próbek składa się z warstw Bi i Mg-Zn z wagową zawartością Zn wahającą się w zakresie od 2,4 do 2,9 procenta w warstwach znajdujących się między warstwami Bi. Należy podkreślić ponadto, że w warstwach Mg-Zn w ogóle nie wykryto cyrkonu (Zr). (Badanie na zawartość cyrkonu przeprowadzono dlatego, że cyrkon bywa stosowany w stopach z magnezem).

 

Pojawił się problem z ustaleniem ilości izotopów magnezu, ponieważ profesor nie miał dostępu do odpowiedniego sprzętu, który umożliwia przeprowadzenie odpowiedniego badania. "Izotopy" to odmiany tego samego pierwiastka różniące się liczbą neutronów w jądrze. Na Ziemi magnez metaliczny składa się w 80 procentach z Mg, 10 procentach z izotopu Mg (jeden neutron więcej w porównaniu do Mg) i 10 procentach izotopu Mg (dwa neutrony więcej w porównaniu do Mg). Gdyby te metalowe próbki rzeczywiście pochodziły spoza Ziemi, ewentualne anomalie w składzie izotopowym tego pierwiastka mogłyby stanowić potwierdzenie jego pozaziemskiego pochodzenia.

 

Na przykład w roku 1957 na polecenie rządu brazylijskiego poddano badaniom metalowy odłamek rzekomo pochodzący z UFO, które eksplodowało niedaleko Ubatuba położonego w pobliżu Sao Paulo w Brazylii.

 

Świadkowie twierdzą, że 14 września 1957 roku widzieli "latający dysk" zbliżający się do nich z niesamowitą prędkością, który zaczął następnie się wznosić, aby uniknąć zderzenia z wodą. W chwilę później eksplodował i rozpadał się na tysiące metalowych kawałków, które wpadły do morza.

 

Część odłamków spadła w pobliżu plaży i udało się je odnaleźć. Jeden ze świadków tego wydarzenia wysłał trzy z nich do pewnego badacza, który przekazał je następnie do Laboratorium Produkcji Mineralnej (Mineral Production Laboratory) będącego oddziałem Departamentu Produkcji Mineralnej Ministerstwa Rolnictwa Brazylii.

 

Po poddaniu metalu analizie okazało się, że jest to prawie czysty magnez całkowicie pozbawiony śladowych ilości pierwiastków metalicznych typowych dla produkowanego na Ziemi magnezu. Kolejną anomalią był jego ciężar właściwy, który o 6,7 procenta przekraczał ciężar zwykłego magnezu.

 

Były pracownik NASA, Paul Hill, który dokonał później podsumowania wyników uzyskanych w czasie laboratoryjnych badań brazylijskich próbek, sądził, że gdyby można stwierdzić, że magnez ten zawiera większe ilości izotopu Mg, mogłoby to wyjaśnić tak znaczną różnicę w jego ciężarze. Z obliczeń wynika, że jego przypuszczenie byłoby prawdą, gdyby metal ten składał się z czystego izotopu Mg.

 

Tak więc 20 lipca 1996 roku przekazałam kawałek "łupinki" z rzekomego pojazdu, który uległ katastrofie w Roswell, do analizy w Instytucie Carnegie w Waszyngtonie, gdzie zastosowano skomplikowane przyrządy zdolne do analizy składu izotopowego materiałów.

 

Było to już trzecie potwierdzenie, że łupina składa się tylko z trzech pierwiastków: bizmutu, cynku i magnezu z trochę większą niż w próbce kontrolnej ilością izotopu tego pierwiastka (Mg), ale nie wykraczającą poza ziemskie normy dotyczące metalicznego magnezu. Najbardziej zadziwiające okazało się jednak odkrycie, że materiał składający się z ułożonych naprzemiennie warstw bizmutowych i magnezowych wydzielał 60 razy więcej jonów dodatnich niż czysty metaliczny magnez, który użyto w charakterze próbki porównawczej.

 

Analityk jonowy, Erik Hauri, w swoim sprawozdaniu napisał:

 

Próbka Bi-Mg wykazywała sześćdziesięciokrotnie większą ilość dodatnich jonów magnezu (+Mg) w stosunku do próbki zwykłego czystego magnezu [użytego jako próbka porównawcza].

 

Hauri sugeruje trzy możliwości jako wyjaśnienie tej różnicy. Po pierwsze, uważa, że cynk może być katalizatorem jonizacji magnezu. Po drugie, proces katalizy może być wzmocniony, jeśli nastąpiło szczególne ukształtowanie kryształów magnezu, co wiąże się ze sposobem jego wytworzenia. Po trzecie, na zwiększenie jonizacji może również wpłynąć znajdujący się w nim tlen. Hauri przyznaje jednak, że żadna z prób jonowych nie wykazała obecności tlenu.

 

Po uzyskaniu tych wyników podałam w audycji Dreamland, że nie zidentyfikowane kawałki metalu przesłane nam przez anonimowego słuchacza z Południowej Karoliny wydają się być wykonane z warstw prawie czystego bizmutu przedzielonych warstwami prawie czystego magnezu z niewielką domieszką cynku. Będąc na antenie zapytałam, czy ktoś ze słuchaczy posiada jakiekolwiek informacje na temat tego rodzaju materiału i jego przeznaczenia.

 

Skontaktowałam się również z ponad 50 ludźmi ze środowiska naukowego i przemysłowego, sprawdzając, czy znają oni kogoś, kto pracował z bizmutem oraz magnezem i cynkiem i wie, co te metale mogą, ułożone w cienkich, mikronowej grubości warstwach. Do dzisiaj nikt, od dyrektora Wydziału Nauk Materiałowych MIT (Massachusetts Institute of Technology) w Cambrige w stanie Massachusetts zaczynając, a na matalurgach z Sandia National Laboratories w Albuquerque w stanie Nowy Meksyk oraz innych specjalistach uniwersyteckich kończąc, nie słyszał o układaniu tych metali w naprzemienne warstwy, z których warstwy bizmutowe mają grubość około jednego do czterech mikronów, a warstwy magnezowo-cynkowe od 100 do 200 mikronów.

 

 

 

 

 

ANTYGRAWITACYJNE WŁASNOŚCI METALOWEJ "ŁUPINY"

 

Niektóre przypuszczenia na temat przeznaczenia tego warstwowego materiału mówią, że może on stanowić osłonę lub wykrywać pola magnetyczne, ponieważ bizmut charakteryzuje się najwyższym współczynnikiem Halla i jest najbardziej diamagnetyczny ze wszystkich metali. Inaczej mówiąc, jeśli do bizmutu przyłożymy napięcie elektryczne w czasie gdy znajduje się on w polu magnetycznym, pojawi się w nim prąd indukcyjny o fazie przesuniętej o 90 stopni w stosunku do przyłożonego napięcia. Diamagnetyzm bizmutu nie pozwala na przechodzenie przezeń linii sił pola magnetycznego. Bizmut absorbuje również promieniowanie podczerwone, które może być zamieniane na elektryczność. Interesującą sugestią było przypuszczenie, że zestaw magnezowo-bizmutowy może być źródłem antygrawitacyjnego napędu w otoczeniu dużej siły elektrostatycznej w połączeniu z sygnałem o częstotliwości radiowej (klasy "C") - nie podano jednak konkretnej częstotliwości tego sygnału.

 

Ta ostatnia sugestia pochodzi od człowieka, który utrzymuje, że w latach 1973-1979 pracował w bazie sił powietrznych Edwards w Kalifornii oraz w Strefie 51 (baza sił powietrznych Nellis w Nevadzie) przy kopiowaniu technologii ściągniętych od Związku Radzieckiego w okresie zimnej wojny. Twierdzi on, że w materiał składający się z warstw magnezowo-bizmutowych pojawił się w tym czasie w jego laboratorium z adnotacją "nieznany" i z taką adnotacją je opuścił. Później człowiek ten dowiedział się, że ten magnezowo-bizmutowy materiał umieszczono w polu elektrostatycznym o napięciu miliona wolt uzyskanym za pomocą generatora van de Graaffa w połączeniu z sygnałem o częstotliwości radiowej i wówczas metal ten zamienił się w "unoszące się swobodnie ciało".

 

Nieco wcześniej skontaktował się ze mną fizyk laserowy Travis Taylor z Redstone Arsenal w Huntsville w stanie Alabama oferując swoją pomoc w badaniu tych metalowych "łupinek". Poprosiłam go więc o wykonanie eksperymentu z zastosowaniem pola elektrostatycznego i sygnału radiowego. Przystał na to z ochotą i we wrześniu 1996 roku przesłałam mu mały kawałek "łupiny", który został odcięty przez profesora badającego jego skład.

 

W pierwszym etapie eksperymentu Taylor zastosował prąd o napięciu 500 000 wolt bez sygnału radiowego. W celu porównania efektów powstających pod wpływem prądu stałego i zmiennego w przypadku prądu zmiennego użył cewki Tesli, a w przypadku prądu stałego generatora van de Graafa. Do porównania oddziaływań wytworzonych pól jako próbki kontrolnej użył kawałka blachy aluminiowej wyciętego z puszki po prażonej kukurydzy.

 

Nakręcony przez niego film przedstawiający przebieg pierwszego eksperymentu ukazuje niezwykłe ruchy materiału składającego się z warstw bizmutowo-magnezowych. Próbka poruszała się na boki z taką siłą, że omal nie zrzuciła plastykowej pokrywki, którą Taylor umieścił nad nią w celu odizolowania jej od generatora van de Graafa. Aluminiowa próbka kontrolna nie poruszała się w ogóle.

 

Po ogłoszeniu przeze mnie wyników tego eksperymentu naukowcy w całych Stanach Zjednoczonych dzwonili do mnie, aby powiedzieć mi, że eksperyment powinien być wykonany dokładniej, tak aby można było z całą pewnością stwierdzić, że chodzi wyłącznie o wpływy elektrostatyczne. W tej sytuacji postanowiliśmy wykonać jeszcze jedno doświadczenie z napięciem miliona woltów oraz dodatkowo z sygnałem radiowym.

 

Tym razem Taylor użył jedynie generatora van de Graaffa na prąd stały zgodnie z wcześniejszą sugestią. Izolacją był tym razem cienki papier zawieszony nad generatorem, nad którym umieszczona została bizmutowo-magnezowa "łupinka". Próbkę kontrolną wykonano z warstw stopu magnezowo-cynkowego w proporcji: 97 procent magnezu i 3 procenty cynku.

 

Po wytworzeniu napięcia miliona woltów oraz sygnału radiowego o częstotliwości 7 MHz próbkę kontrolną i badaną umieszczono na papierze. materiał bizmutowo-magnezowy zdawał się wykazywać bardziej dynamiczną reakcję w kierunku przeciwnym do źródła promieniowania elektromagnetycznego. "Łupinka" starała się odsunąć od sygnału radiowego. Próbka kontrolna z magnezu i cynku nie wykazywała żadnych objawów.

 

 

 

 

 

Również ten eksperyment został nagrany kamerą wideo. Może to mieć związek z częstotliwością jądrowego rezonansu bizmutu, która wynosi 7 MHz, czyli tyle samo ile częstotliwość zastosowanego sygnału radiowego. Jądrowy rezonans magnetyczny występuje w pewnych warunkach na poziomie subatomowym, kiedy daną substancję umieścimy w zewnętrznym polu magnetycznym prądu stałego.

 

Nick Reiter, który jest ekspertem w dziedzinie produkcji ogniw słonecznych, zgodził się spróbować wykonać duplikat tego materiału, składającego się z naprzemiennych warstw bizmutowych i magnezowo-cynkowych, za pomocą urządzenia umożliwiającego osadzanie par w warunkach próżniowych.

 

Jak dotąd, po trwających już siedem miesięcy próbach i zwolnieniu procesu do jednej warstwy na tydzień, udało mu się wytworzyć coś, co przypomina oryginalną "łupinkę", ale nie jest jej dokładnym odzwierciedleniem. Tak więc w dalszym ciągu nie wiemy, jak ta "łupinka" została wytworzona i czemu służyła.

 

WYJAŚNIENIE POZAZIEMSKIE

 

5 lipca 1996 roku otrzymaliśmy razem z Artem Bellem następny u już ostatni list od anonimowego korespondenta z Południowej Karoliny. W liście znalazł się cytat pochodzący rzekomo z pamiętnik jego dziadka dotyczący materiału pobranego z dolnej, zewnętrznej powłoki klinowego pojazdu, który rozbił się w pobliżu Roswell:

 

Pobrana próbka wydzielała światło przez pełne (3godziny. Pierwotnie znajdowała się w centralnej, dolnej części Klinokształtnego DyskuSądzono, że może to być jakiś rodzaj Osłony (?) umożliwiającej pojazdowi i jego załodze bezpieczne wejście do atmosfery z dużą prędkością w przypadku gdy Pojazd poddany zostaje niekontrolowanemu spadaniu. Kiedy zbadano sczerniały popiół, okazało się, że składa się on z pierwiastków, z których zbudowana jest powłoka Pojazdu. Popiół składał się z włókniastych osadów. Popiół i odłamki zmieciono do worków, które umieszczono w zaetykietowanych pudłach. Następnie pudła włożono do metalowych kuferków. Pierwsze badania wykonano w Instytucie Górnictwa i Technologii w Nowym Meksyku. Kolejne w Ośrodku Los Alamos. Kuferki przerzucono sukcesywnie drogą powietrzną w asyście Kuriera do Wright Field w stanie Ohio.

 

Poprosiłam Taylora, aby przejrzał dostępną literaturę naukową korzystając z cywilnych i wojskowych źródeł, i sprawdził, czy uda mu się znaleźć kogoś, kto pracował nad bizmutem i magnezem ułożonym w warstwy. Po wielu tygodniach napisał do mnie:

 

Lindo, w zasadzie sprawdziłem wszystkie źródła, z jakich kiedykolwiek korzystałem, począwszy od roku 1940 do chwili obecnej. Nigdzie nie znalazłem żadnej wzmianki, nawet w zakresie badań rządowych, dotyczącej warstw bizmutowo-magnezowych. Przecież ten materiał sam się nie zrobił. Musi skądś pochodzić. I właśnie to mnie najbardziej fascynuje w tej sprawie, Ktoś go wytworzył i nie chce się do tego przyznać. Trzeba wiedzieć, że jest to materiał wykonany w oparciu o bardzo zaawansowaną technologię. Jeśli nikt o tym nie doniósł, to po co go stworzył? To niezgodne z duchem nauki. Zawsze, kiedy wykonujemy jakieś badania, powiadamiamy o nich wszystkich. A o tym materiale nikt nikomu nic nie powiedział.

 

Komentarz Taylora napisany został z punktu widzenia ziemskiego pochodzenia tego materiału, takiego jak na przykład prowadzone w latach czterdziestych badania nad technologią stealth (czyniącymi samoloty niewidzialnymi dla radarów) oraz inne, równie egzotyczne badania metali prowadzone na zlecenie rządu Stanów Zjednoczonych.

 

Jeśli ten warstwowy materiał nie jest wytworem ludzkiej technologii i związany jest z latającym "dyskiem", który rozbił się w Nowym Meksyku, jak twierdzi w swoim liście nasz anonimowy korespondent z Południowej Karoliny, to brak informacji na jego temat w światowej literaturze naukowej jest jak najbardziej zrozumiały.

 

 

 

 

 

Przesłane wcześniej aluminiowe szczątki mogły nie mieć nic wspólnego z materiałem bizmutowo-magnezowym. Informacje pochodzące od anonimowego korespondenta z Południowej Karoliny mogą być celową dezinformacją puszczoną w obieg przez rząd, który stopniowo rozpowszechnia informacje z tej dziedziny bez oficjalnego ich potwierdzenia. Tak czy inaczej, ten warstwowy materiał bizmutowo-magnezowy, bez względu na jego przeznaczenie, jest od dziś nieznany w światowej literaturze naukowej i metalurgicznej.

Linda Moulton HoweZdarzenie w Roswell - fragmenty materialnych dowodów

 

Liczba odsłon na "starej" stronie Cudu Miłości: 1590