
Uważam, że ja (podobnie jak wszyscy i wszystko, co żyje we Wszechświecie) JESTEM KONSEKWENCJĄ SWOICH UCZYNKÓW.
Od co najmniej kilku lat staram się czynić samą Prawdę i zero fałszu. Mimo tego, w ogóle zawsze to idealnie wychodzi.
Wtedy ponoszę tego konsekwencje – spotykają mnie rzeczy, których W OGÓLE BYM CHCIAŁ.
Sądzę, że najprawdopodobniej wielu ludzi uważa, że negatywne rzeczy, które się im przydarzają, są PRZYPADKOWE. A gdyby wiedzieli, że swoimi uczynkami wpływają na to, co się im przydarza, to pewnie uważali by bardzo na to, co robią i tworzyli sobie jak najlepszą karmę.



Uważam, że NAPRAWADĘ WARTO jest czynić SAME DOBRE UCZYNKI – wtedy będą nas spotykały dobre rzeczy. Sądzę, że nie ma żadnego przypadku – dobre uczynki to pozytywne rzeczy w naszym życiu, a złe uczynki negatywne.
Sprawdziłem to na sobie – gdy jestem od jakiegoś czasu zgodny z Prawdą (w tym z Prawdziwą Miłością, odwagą i dobrem) to spotykają mnie dobre i pozytywne rzeczy:))



Poniższe z artykułu „Ewangelia Marii Magdaleny”:
„23 [Nauczyciel] Mówił dalej:
24 „Oto dlaczego jesteście chorzy
25 i dlaczego umrzecie:
26 winne są temu wasze czyny;
27 czynicie to, co oddala was…
28 Kto potrafi, niech zrozumie”.
komentarz:
Omówiwszy kwestię materii, jej nietrwałości i identyfikacji z nią – Nauczyciel pokazuje konsekwencje niewiedzy i przywiązania:
:Oto dlaczego jesteście chorzy
i dlaczego umrzecie:
winne są temu wasze czyny”.
Choroba, cierpienie, śmierć są konsekwencjami naszych uczynków. Nie można więc oskarżać o to nikogo ani niczego i nie ma sensu rozwodzić się nad światem, materią i człowiekiem, nawet gdyby były złe. Nie! Jak powiedziano, zła nie ma, grzechu nie ma; zło i grzech to „Oskarżyciel”, który jest w nas! Zauważmy, że Ojcowie pustyni, w ślad za Apokalipsą, w owym zaniechaniu oskarżania bliźniego, świata i wydarzeń będą widzieć znak „wyzwolenia”: „Oto umarł oskarżyciel naszych braci”. Oskarżyciel, czyli szatan (heb. przeszkoda), diabolos (gr. ten, który dzieli). Jeżeli w nas umarł, jeżeli nie ma już dlań miejsca, jesteśmy wolni. Nie ma w nas już ani niewolnika, ani ofiary, nie ma więc również tego, który oskarżał by okoliczności. Jest Syn Żywy, który bierze odpowiedzialność za to, co go spotyka, nie wini innych ani też siebie. Obserwuje natomiast, w kontekście powiązania przyczyn i skutków, co mogło doprowadzić go do owego stanu choroby, cierpienia i śmierci. W odnowie postępowania i zmianie swego trybu życia widzi sposób, który być może przyniesie mu poprawę jego sytuacji. Możliwości tej nie oczekuje od nikogo innego. Zbawiciel jest w jego wnętrzu, nigdzie indziej.
Źródło wiedzy, która pozwoli mu zrozumieć to, co go spotyka, jest w jego wnętrzu; nikt nie może mu dyktować ani postawy, ani sposobu zachowania się, za którymi musiałby „ślepo” podążać.
Nauczyciel ceni spostrzegawczość. Jest tym, który otwiera w nas inteligencję, serce i oczy służące im za okno na zewnątrz, na świat, w którym będziemy musieli „jakiś czas”, „jeszcze jakiś czas”, żyć, myśleć, cierpieć, szlochać, śmiać się, kochać…
Słowa Nauczyciela są wymagające, ale przynoszą wyzwolenie; jesteście chorzy – zaniechajcie oskarżania dzieciństwa, rodziców, społeczeństwa, kościoła, „niedobrego świata” itd., nie oskarżajcie również siebie: są to wspaniałe słowa, które znajdujemy w pozostałych ewangeliach:
„Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni.
Albowiem jakim sądem sądzicie,
takim was osądzą”.
Obserwujcie, bądźcie uważni i baczcie na to, co możecie zrobić, nie trwońcie czasu, energii i duszy na oskarżenia; jesteście konsekwencją waszych czynów. To przez wasze czyny zmieniacie się i to dzięki nim możecie mieć nadzieję na lepsze życie. Śmierć lub to, co nią nazywacie, także jest konsekwencją waszych uczynków, skoro w bezładnym akcie inteligencji identyfikujecie się z waszym „śmiertelnym ciałem”, z jego śmiertelnymi myślami, emocjami, powiązaniami. Oto skutek lub owoc waszego, jak powiedziano wcześniej, „cudzołożnego” postępowania…
„Czynicie to, co oddala was…””

Dodaj komentarz