(opracowano na podstawie artykułu z 72-go numeru Nexusa (lipiec-sierpień 2010) p.t. "Podróż przez Światłość i z powrotem"; strona internetowa wydawcy Nexusa (Agencji Nolpress) to http://www.nexus.media.pl/; ich e-mail to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.; telefon do Agencji Nolpress to 85 653 55 11)

 

Opisywane w tym artykule przeżycie śmierci klinicznej przydarzyło się Mellenowi-Thomasowi Benedictowi i należy do takich doznań, które bezpowrotnie odmieniają ludzi, uzmysławiając im, że stanowią jedność ze Stwórcą, który manifestuje się i doświadcza poprzez swoje kreacje, jedną z których jest każdy z nas.

 

Benedict cierpiał na nowotwór złośliwy, który nie nadawał się do operacji, a jakakolwiek chemioterapia mogła zmienić go w "warzywo".

 

Pewnego ranka obudził się około godziny 4.30 i po prostu wiedział, że tego dnia umrze. Umówił się z opiekunką, że zostawi jego zwłoki przez 6 godzin, gdyż wyczytał, że najciekawsze rzeczy dzieją się z człowiekiem zaraz po śmierci. I położył się spać.

 

Jego dusza opuściła ciało i ten stan był dla niego bardzo prawdziwy. Tak prawdziwy, że widział każdy pokój w domu, jego dach, wnętrze oraz to, co jest poza nim.

 

W oddali Benedict zobaczył Światłość i podążył w jej kierunku. Wiedział intuicyjnie, że jeśli w Nią wejdzie, to umrze. Przekonał się, że ma kontrolę nad swoim życiem po śmierci i nie jest na żadnej bezwolnej przejażdżce po tym jak powiedział, że chce porozmawiać ze Światłością zanim tam pójdzie i całe doznanie zatrzymało się w jednej chwili ku jego zaskoczeniu.

 

 

 

 

 

 

Benedict prowadził zgodnie ze swoim życzeniem rozmowę ze Światłością, która przybierała postać Jezusa, Buddy, Kriszny, mandal oraz archetypowych obrazków i znaków. Zapytana przez niego Światłość odpowiedziała, że w przeżyciu pośmiertnym nasza wiara kształtuje obraz, jaki pojawia się przed Światłością.

 

Benedict uświadomił sobie (gdy Światłość pokazała mu swoją prawdziwą postać), że to, co widział, było Matrycą naszych Wyższych Jaźni.

 

Każdy człowiek posiada Wyższą Jaźń lub nadduszę. Benedict zrozumiał, że wszyscy jesteśmy bezpośredni połączeni ze Źródłem Duchowym. Światłość ukazała mu Matrycę Wyższych Jaźni.

 

Benedict zapytał czym ona jest i zrozumiał, że naszą planetę otacza sieć, z którą połączone są wszystkie Wyższe Jaźnie. To coś jak otaczający nas poziom duchowy.

 

Gdy Benedict powiedział, że jest gotowy do drogi Światłość przeistoczyła się w najpiękniejszą rzecz, jaką kiedykolwiek widział: mandalę ludzkich dusz na Ziemi. Pomyślał sobie wtedy coś w tym rodzaju: "Nie wiedziałem, że jesteśmy tacy piękni. Jesteśmy najpiękniejszymi stworzeniami". Na jakimkolwiek poziomie, jakąkolwiek postać przybierasz, jesteś najpiękniejszym stworzeniem, jakie można sobie wyobrazić. Ludzka dusza i ludzka matryca jest fantastyczna, bardzo wyrafinowana i egzotyczna.

 

Światłość zapytana wówczas: "Czy to znaczy, że ludzkość zostanie uratowana?" powiedziała: "Zapamiętaj to i nigdy nie zapomnij: każdy ocala, odkupuje i leczy sam siebie. Każdy to robił i będzie robił. Każdy został obdarzony mocą do tego od zarania ludzkości".

 

Wtedy Benedict zrozumiał to: Już zostaliśmy ocaleni. Chodzi o Powtórne Przyjście Jezusa Chrystusa.

 

Światłość dała mu pić z Rzeki Życia, która była strumieniem Życia. Wziął kilka głębokich łyków. Pił wprost z Życia!

 

Benedict poprosił o ukazanie mu reszty Wszechświata - poza naszym układem słonecznym, poza całą ludzką iluzją. Mógł płynąć ze Strumieniem, co uczynił. Z nadświetlną prędkością przeleciał przez centrum galaktyki. Dowiedział się, że ta galaktyka, tak jak cały Wszechświat, obfituje w różnorodne formy Życia. Zobaczył wiele innych światów. Dobra wiadomość dla nas - nie jesteśmy sami we Wszechświecie!

 

Następnie Benedict znalazł się w Pustce - w momencie przed stworzeniem świata, przed Wielkim Wybuchem. Poczuł, jakby dotykał Twarzy Boga. Mógł uczestniczyć w nieprzerwanym akcie stworzenia. To nie miało początku ani końca.

 

Podróżnik przez Wszechświat zobaczył, że Wielki Wybuch jest tylko jednym z nieskończonej liczby Wielkich Wybuchów, które nieprzerwanie stwarzają Wszechświat w tym samym czasie.

 

Starożytni mieli tę wiedzę. Twierdzili, że Bóg co jakiś czas stwarzał nowe Wszechświaty wydychając je, i przekształcał inne wdychając je. Te epoki nazwane były jugami.

 

Wszystko jest Wielką Jaźnią. Dlatego Bóg wie nawet, gdy z drzewa spadnie liść.

 

Benedict dowiedział się, co jest po drugiej stronie Czarnej Dziury - My sami; nasza galaktyka, która została przetworzona z innego Wszechświata.

 

Światłość powiedziała mu też, że śmierć nie istnieje. Zresztą jak może istnieć skoro wszystko jest cząstką Boga. Jesteśmy częścią naturalnego systemu, który nieustannie się odnawia.

 

Opiekunka Benedicta zostawiła go na półtorej godziny po tym jak umarł. Jego ciało było sztywne i nieruchome. Poszła do innego pokoju. Potem Benedict obudził się i zobaczył światło na zewnątrz. Chciał wstać, ale spadł z łóżka. Opiekunka przybiegła do niego.

 

Doświadczenie Piekła, które przeżył Benedict zaskoczyło go. Doświadczył nieszczęścia i ignorancji każdej osoby. Piekło było jakby wiecznym nieszczęściem. Mimo to dla każdej duszy świecił się płomyk nadziei (od Boga), ale żadna z nich nie zwracała nań uwagi.

 

Przeżycie Benedicta bardzo go odmieniło i stał się zupełnie inną osobą. Po trzech miesiącach od tego przeżycia za radą przyjaciela postanowił się zbadać. Czuł sie świetnie, ale miał złe przeczucia. Lekarz powiedział mu: "Cóż. Nic tutaj nie ma". Benedict odpowiedział: "To musi być rzeczywiście cud". A lekarz: "Nie, takie rzeczy się zdarzają. Nazywamy to spontanicznym wycofaniem się stanu chorobowego". Wydawało się, że nie wywarło to na nim wrażenia. Ale to był cud i Benedict w niego wierzył, choć był w tym osamotniony.

 

W czasie tej wędrówki zapytał Boga: "Jaka jest najlepsza religia na świecie? Która jest właściwa?" A Boskość odpowiedziała z wielką miłością: "To nie ma dla mnie znaczenia". Benedict zrozumiał, że Boga nie obchodzi, czy jesteś protestantem, buddystą czy kimkolwiek innym, bo to wszystko to przejawy większej całości. Żyj i pozwól żyć innym. Każdy ma własne zdanie. Wszystko razem współtworzy Wielki Obraz i to jest istotne.

 

Benedict wrócił na drugą stronę pełen miłości dla świata i jego problemów - "Kocham odpady atomowe. Kocham grzyb atomowy; to jest najświętsza mandala jaką kiedykolwiek stworzyliśmy jako archetyp. To zbliżyło nas bardziej niż jakakolwiek religia czy filozofia i wprowadziło na nowy poziom świadomości. Wiedząc, że możemy wysadzić w powietrze naszą planetę 50 lub 500 razy, uświadamiamy sobie, że wszyscy razem jesteśmy jednością.

Mellen-Thomas Benedict jest autorem dwóch książek Journey Through The Light and Back (Podróż przez Światłość i z powrotem) i  The Hitcher's Guide to The Other Side (Przewodnik autostopowicza po Drugiej Stronie), które ukażą się niedługo drukiem. Więcej informacji o nim i jego książkach znaleźć można na jego stronie internetowej zamieszczonej pod adresem www.mellen-thomas.com.

 

Liczba odsłon na "starej" stronie Cudu Miłości: 7416


Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież