OPOWIEŚĆ O KOCIE - MISTRZU ZEN (opracowano na podstawie książki Henri Bgautama Brunela "Opowieść o kocie, mistrzu zen")

 

ŻYCIE JEST CIERPIENIEM

W przeddzień jego wielkiej podróży inicjacyjnej mistrz wzywa Koyabashiego i zwraca się do niego słowami: "Wyobraz sobie pięknego, postawnego księcia, żyjącego w jednym z królestw północnych Indii w V stuleciu przed naszą erą. Mając szesnaście lat Siddhartha Gautama zgodnie z obyczajem poślubia księżniczkę piękną jak światło dnia, dobrą i wierną Jasiodharną. Życie młodego księcia jest nieprzerwanym świętem. Żyje w szczęściu i beztrosce. Pewnego dnia wychodzi poza mury ojcowskiego pałacu. I oto staje twarzą w twarz z biedą, z wychudłym starcem, z konającym z głodu dzieckiem spowitym w łachmany. Nagle poraża go ta oczywistość: życie jest trudne i pełne bólu.

Owego dnia Siddhartha Gautama odkrywa pierwszą spośród "szlachetnych prawd". Jest to początek długich dociekań, które przez lata będą go prowadzić przez rozległe równiny nad Gangesem, w poszukiwaniu rozwiązania. Próżne okaże się studiowanie pod kierunkiem najsłynniejszych mistrzów duchowych i praktykowanie najsurowszej ascezy. W końcu, pewnego wieczoru, mając trzydzieści pięć lat, siądzie u podnóża drzewa bodhi, zwanego także drzewem oświecenia, nad brzegiem rzeki Najrańdżana, i osiągnie Przebudzenie. Od tej chwili znany jest jako Budda, co znaczy właśnie Przebudzony.

 

Życie jest trudne

Skoro każde życie jest skończonością,

skoro celem każdego życia jest śmierć, 

skoro każde życie rozsypie się pewnego dnia

jak popiół na wietrze...

Życie jest cierpieniem

 

Koyabashi w milczeniu wysłuchał mistrza. Złożył mu pełen szacunku pokłon, składając łapki na wysokość czoła. I już miał zamiar odejść, a wtedy mistrz jeszcze powiedział: "Zabierzesz ze sobą, jak nakazuje obyczaj, młodego ucznia. Nazywa się Taneda, jest kotem z dobrej rodziny i ma szczere serce. Opiekuj się nim, a on będzie się opiekował tobą".

Koyabashi jeszcze raz się kłania. Ostatnią noc przed wyruszeniem w drogę spędza na medytacji. I choć nie rozumie wszystkiego, co mistrz chciał mu przekazać, przepełnia go ufność...

 

JEDNA JEST PRZYCZYNA CIERPIENIA: EGO

Shokena - szlachetnego samuraja prześladował ogromny szczur. Co nocy bestia wykonywała szaleńczy taniec w jego domu. Shoken - mistrz szermierki - zaczajał się na niego godzinami - tylko ostrze błyskało. To nie mogło trwać wiecznie. Samuraj wybrał się do miasta, aby zebrać kocią armię, Łobuzy, łajdaki, szelmy, bez czci i wiary, przybyły nieustraszone, pożywiły się suto u pańskiego stołu i szykowały się wygodnie spędzić noc. Krwistooka bestia zjawiła się o pierwszym brzasku. Ociężałe z przeżarcia koty nawet nie drgnęły. Tylko jeden podniósł się i ruszył na spotkanie z wrogiem. Zaraz jednak uciekł, gdy szczur pokazał zęby i prychnął dziko. Szlachetny samuraj zwrócił się wtedy do zawodowca szczurołapa, ale ten wycofał się od razu na widok potwora. 

Również wyposażony we wspaniałe pazury stokrotny zwycięzca wszelakich walk cofnął się przerażony. W końcu Shoken dowiedział się, że w mieście gości niejaki Koyabashi - mistrz zen i osobowość wśród kotów. Samuraj wyruszył go odnalezć. Przedstawił pokornie swoją prośbę i opowiedział o nieszczęściach, jakie go spotykały.

Koyabashi gładził sobie wąsy, długo przyglądał się samurajowi, po czym odezwał się w te słowa: "Jeśli wszyscy moi pobratymcy odnieśli porażkę, to dlatego, że nie dbali tak jak ja o swoją energię wewnętrzną. My, mistrzowie zen, a zwłaszcza ja, mamy tak przemożną ki, że żaden człowiek ani żadne zwierzę nie zdoła się jej oprzeć. Osadza się w miejscu najbardziej okrutnych przeciwników. Niczym się nie martw! Pokonam twojego szczura i nie będę musiał nawet go tknąć. Moja ki tak go sterroryzuje, że ucieknie i nigdy tu nie wróci!

Koyabashi zamieszkał u samuraja, by oswoić się z nowym miejscem. Opowiadał o swoich wyczynach, no i najadał się do syta. Którejś nocy zdecydował się i stanął na czatach. Koyabashi, przyczajony na głównej belce, dostrzegł krwiste oczy szczura lśniące w półmroku. Wzdrygnął się, ale był poza zasięgiem. Wtedy zebrał siły i wydobył z siebie niegłośne ki, najbardziej przerażające, jakie miał w repertuarze. Szczur nawet nie podniósł głowy i dalej pożerał smakowite ciastko ryżowe. Kot - mistrz zen - tak oto dodawał sobie odwagi:

- Wszystko, co piszczy i skuczy, wszystkie myszy i koty są wobec mnie prochem, warci tyle co włos z mego ogona. Nikt mi się nigdy nie oprze.

Po czym wciąż z rozsądnej odległości na swojej belce wydobył z trzewi krzyk tak rozdzierające, tak dzikie, przerażające miauczenie, swoją najstraszliwszą ki.  Szczur podniósł na moment głowę, wzruszył ramionami i dalej spokojnie się posilał. Koyabashi, chcąc nie chcąc, musiał przyznać się do porażki. Przeprosił samuraja i zawstydzony odszedł. Kilka tygodni pozniej dowiedział się, będąc przelotnie w miasteczku, gdzie nauczał, że pewien przebiegły kot uwolnił samuraja od ogromnego szczura, uchodzącego za niezwyciężonego. 

"Jak on tego dokonał?" - zapytał Koyabashi mieszkańców miasteczka, którzy z szacunkiem go otoczyli.

"Och" odparł mężczyzna - "ten kot - mnich zen to zdaje się święty i już sama jego obecność skłoniła szczura do ucieczki".

Koyabashi nie odezwał się ani słowem. Nie przyznał się, że i on spotkał się kiedyś z krwistooką bestią. Długo jednak cierpiał w swoim zranionym ego. 

 

WYMAZANIE EGO

Kamieniem węgielnym każdej prawdziwej duchowości jest wymazanie ego. "Ja" bowiem przesłania w nas nieskończoność. Wie o tym każdy mistrz zen, a nawet początkujący. Nie można jednak tego dokonać ot tak. Unicestwienie ego wymaga delikatności i wielu zabiegów. To długa droga, wymagająca powolności i ostrożności. Koyabashi dobrze to zrozumiał. Przygotowuje swoje ego. Błogo sypia na słońcu, najada się do syta myszami, kręcącymi mu się koło nosa, a kiedy się zakocha broni swoich praw zębami i pazurami.

To czyni mędrzec na początku drogi.

 

Aż nadejdzie taki dzień, że będzie trzeba uczynić postęp na trudnej drodze mądrości i uznać innego na równi z sobą. Koyabashi myśli o tym czasem w porze zalotów (gdyż będąc mnichem nie przestaje się być mężczyzną, czyli kotem oczywiście...). Próbuje grzecznie przyjąć swego rywala - słowem Koyabashi stara się być uprzejmy. Wtedy między jednym a drugim miauknięciem czy prychnięciem samiec-przeciwnik przygląda mu się najwyrazniej nie wiedząc, co ma o tym myśleć.

Koyabashi nie ustaje w poszukiwaniach. Jako wędrowny mnich przemierza Japonię wzdłuż i wszerz. Aż pewnego śnieżnego wieczoru pewien pustelnik udziela mu schronienia. Koyabashi z ogromnym zdumieniem odkrywa dziesiątki kotów namalowane na ścianach świątyni na zboczu góry.

Gospodarz, sympatyczny bonza opowiada mu następującą historię: "Dawno temu mieszkał tu pewien kot, którego jedynym towarzyszem było stary i mądry kot. Byli przyjaciółmi.

Którejś wiosny wszystko się zmieniło. Przybór rzeki spowodował inwazję szczurów. Smutny mnich już szykował się by odejść. Kot próbował walczyć, ale cóż mógł zrobić przeciwko armii gryzoni? 

Towarzysz mnicha odezwał się do niego: "To moja wina. Nie zdołałem przepędzić szczurów. Ale mam pomysł - ukryję się pod postacią kota, żyjącego w światłości Buddy. Stanę się odtąd jedynie cieniem kota, malowidłem na ścianie. W ten sposób będziesz mógł mnie pomnażać w nieskończoność. 

Pustelnik uczynił zgodnie ze szlachetną prośbą swego przyjaciela, a kiedy dziesiątki kotów pojawiły się na ścianach tej świątyni, szczury przelękły się i uciekły. Od tamtego czasu to miejsce było zawsze zamieszkane. Świątynia została poświęcona pamięci kota, który oddał życie za mnicha zen i wkroczył na drogę Buddy".

 

Poruszony tą opowieścią Koyabashi postanawia wstąpić na Drogę. Musi postępować teraz krok za krokiem Szlachetną Ośmiostopniową Ścieżką, aby pewnego dnia przekroczyć "bezbramną bramę" Przebudzenia. 

 

 

 


Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież